sobota, 20 stycznia 2018

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

W jednej chwili jej serce pękło na setki kawałków, z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w tę dwójkę, a po jej policzkach spływały gorzkie łzy. Przez ten cały czas ufała mu i tak bardzo go kochała. Wierzyła, że w końcu naprawdę zostawi tę ździrę i w końcu będą razem, szczęśliwi. Teraz jednak widząc Hermione Granger opartą o ramie swojego chłopaka, który jeszcze wczoraj tak głośno krzyczał JEJ imię, zrozumiała swoją głupotę. Przecież zawsze wiedziała, że Ron nie należał do osób zbyt odważnych i nawet wojna tego nie zmieniła. Tak, wystarczy mu tylko trochę pomóc i już niebawem Panna-Wiem-To-Wszystko zostanie sama a Lavender Brown odzyska miłość swojego serca.

---

Mrok opanowywał z zastraszającym tempie cały czarodziejski świat. Wszystkie bolesne wspomnienia z wojny wracały. Ludzie panikowali, pojawiały się coraz to straszniejsze wieści, a szeptem mówiło się o pogłoskach, jakoby Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać powrócił. Wiadomość o zmianie ministra Magii nie uspokoiła nikogo. Ten fakt spowodował tylko, że czarodzieje przestawali ufać sobie nawzajem. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co się dzieje. Ministerstwo milczało, jednak ludzie wciąż zostawali porywani i uśmiercani w okrutne sposoby. W tym momencie najważniejsza była jedność, która w związku  z brakiem zaufania ginęła, często bezpowrotnie.

---

W pokoju życzeń, który dziś przedstawiał przytulny pokój, skąpany w ciepłych barwach, przy dość małym, srebrnym  kociołku, osadzonym w płomieniach na jednej z poduszek siedziała brązowowłosa dziewczyna i ze skupieniem czytała grubą księgę;  na  lekko zniszczonej okładce wyczytać można było różowo złoty tytuł Eliksiry dla zaawansowanych. Nie szło jednak nie zauważyć, że owa dziewczyna co jakiś czas wpatrywała się w prosty zegar, który wisiał naprzeciw  niej cichutko tykając, pod nim, znajdowała się skurzana, ciemnoszara kanapa, która teraz wyjątkowo zawalona była przeróżnymi książkami, obok niej był duży brązowy stół, na którym stało kilkadziesiąt przeróżnych ingerencji do eliksiru, który właśnie zmienił barwę na szkarłatną. W tym samym momencie dziewczyna odłożyła książkę, a drzwi pokoju otworzyły się.

Żwawym krokiem do pokoju wkroczyło dwóch mężczyzn. Starszy mężczyzna, ubrany jak zwykle w czarne szaty z twarzą bez żadnego wyrazu od razu podszedł do eliksiru, nie zawracając sobie głowy przywitaniem. Młodszy z wyjątkowo jasnymi włosami i bardzo przystojną twarzą kiwnął głową do dziewczyny . Mimo iż nikt nie przyjąłby tego jako przyjazne przywitanie, to Hermiona wiedziała, że stosunek chłopaka do niej zmienił się najlepsze tak samo, jak jej do niego.

- Profesorze…- dziewczyna zwróciła się do Severusa Snape, który teraz z niebywałą delikatnością i wręcz czułością mieszał eliksir, dopiero po chwili spojrzał na swoich uczniów i kiwnął głową.

- Wszystko w porządku, eliksir gotowy, spisaliście się- powiedział, nie zwracając uwagi na wybałuszone oczy dwójki młodych osób.
Tak, Severus Snape, stary nietoperz i największy postrach Hogwartu właśnie szczerze pochwalił uczniów. Zaskoczyło to nawet Dracona Malfoya mimo iż zawsze był wyraźnie faworyzowany przez mistrza Eliksirów.

- Za godzinę zaczynamy- mruknął już bezbarwnym głosem i wymaszerował z pomieszczenia, a gdy zamknął drzwi, jego twarz przyozdobił uśmiech, co zdecydowanie było niecodziennym zjawiskiem.

- Co ta dziewczyna ze mną robi- westchnął, kręcąc głową i przybierając pogardliwy wraz twarzy, jaki gościł u niego prawie całe życie, jednak jego oczy pozostawały ciepłe jak nigdy.

---

Nadszedł najważniejszy moment dla całego Hogwartu, mimo że nie wszyscy, a wręcz przeciwnie tylko mała cząstka uczniów i pracowników wiedziała, co się w tym momencie ma wydarzyć. Eliksir, który znaleźli w księdze był już gotowy, a był to najtrudniejszy eliksir, z jakim w życiu się spotkali, nawet dla Severusa Snape- Mistrza Eliksirów. Zgodnie z wolą zakonu, bo po tym, jak uczniowie odkryli treść księgi zgodnie postanowili przekazać swoją wiedzę starszym, miksturę przygotowywali wspólnie Hermiona Granger i Draco Mafoy pod szczególną opieką nauczyciela. Jako iż było przy nim ogrom pracy, Severus nie mógł zajmować się nim sam, ponieważ jego częste nieobecności byłyby podejrzane. W związku z tym całe to przedsięwzięcie było wielką tajemnicą, zresztą jak cała działalność Zakonu, tylko garstka czarodziei wiedziała, że on nadal funkcjonuje.

Piątka czarodziei stała w skrzydle szpitalnym. Na prostych, pojedynczych łóżkach spoczywało dziewięć osób, którzy byli okropnie bladzi i nieprzytomni. Trzech chłopców i sześć dziewczynek, którzy wyglądali jakby życie lada chwila miało z nich ulecieć. Dzięki Pani Pomfrey, młodzi uczniowie, których wiek nie przekroczył nawet trzynastu lat zostali ściągnięci ze Świętego Munga do Hogwartu. To była ich jedyna szansa na życie, bo tylko ten eliksir mógł uratować tych mugolaków. Pielęgniarka siedziała na twardym krześle i wpatrywała się w swoich podopiecznych, cała się trzęsła. Profesor Snape zza ciętym wyrazem twarzy wpatrywał się w okno, wydawał się być spokojny, ale tylko on wiedział co tak naprawdę czuł. Hermiona była okropnie blada i bez powodzenia próbowała ukryć drżenie rąk. Dracon z rzucał jej zaniepokojone spojrzenia, starając się nie patrzeć na zastygłe w przerażeniu twarze młodszych uczniów. Miesięczna  praca nad eliksirem sprawiła, że zaczął szanować młodą gryfonkę za jej intelekt i ogólną osobowość. Wywiązała się między nimi pewna więź, której żadne z nich nie potrafiło nazwać. Mimo iż nie zwierzali się sobie, a ich rozmowy były czysto naukowe, to lubił spędzać z nią czas. Traktował ją jak koleżankę. Profesor McGonagall z zaciśniętymi ustami w wąską linię wpatrywała się w każdą z tych osób. Ile jeszcze zła nastąpi, abyśmy mogli być szczęśliwi- myślała.

Przygotowany eliksir działał tylko o jednej porze i właśnie wtedy musiał zostać podany. Pięć minut przed tym czasem do Sali z poważnymi minami wkroczyła czwórka uczniów. Odebrali od pani Pomfrey flakoniki z eliksirem i stanęli przy uczniach, reszta zrobiła to samo. Gdy zegar wybił równo piętnastą, wlali zawartość do ust leżących i szybko wyszli z pomieszczenia. Było to bardzo ważne, ponieważ zgodnie z treścią księgi, z pacjentami musiało przebywać tylko pięć osób.

W końcu coś zaczęło się dziać, chociaż Hermiona zrozumiała szybko, że wolała gdy nic się nie działo. Dzieci wyły z bólu i rzucały się po łóżku. Jej oczy momentalnie zaszły łzami. Co, jeśli coś zrobiłam źle- powtarzała sobie w myślach. W Sali tylko dwie osoby zachowały obojętną twarz, reszta płakała. Chociaż widać było, że Draco walczy sam ze sobą, jego ręce zaciskały się tak mocno, że nie dziwne, że na jego dłoniach zostawały rany.  Było to straszne przeżycie dla każdego bez wyjątku, nawet dla podwójnego szpiega, czy opiekunki Gryffindoru która zawsze trzymała emocje na wodzy. To nie powinno się zdarzyć- przewijało się przez myśli każdego, kto to obserwował. I nagle w jednej chwili wszystko ucichło, a dzieci wyglądały na pogrążone w śnie.

Starając się nie panikować, Hermiona wzięła głęboki wdech i na tyle, na ile pozwalał jej drżący ze strachu i emocji głos, spokojnie zapytała:

-Udało się?

---

Hermiona wraz z przyjaciółmi siedziała przy stole Gryffindoru zajadając się dyniowymi pasztecikami. Była pora kolacji więc wielka sala tętniła życiem. Każdy rozmawiał, jadł, rozmawiał, śmiał się i rozmawiał. Był to szczęśliwy dzień, mimo iż nie wielu wiedziało co się właściwie dzisiaj wydarzyło. Brązowowłosa  dziewczyna uśmiechnięta od ucha do ucha wspominała właśnie Harry’emu, Ginny i Ronowi, że jutro mają zaproszenie na herbatkę u Hagrida, wieloletniego przyjaciela, gdy nagle na całej ścianie przy stole ślizgonów (naprzeciwko stołu gryffindoru) pojawił się ruchomy obraz. Każdy, bez wyjątku, zaczął się w niego wpatrywać, dlatego też nikt nie zauważył uśmiechu samozadowolenia na ustach Lavender Brown. Na ścianie, znajdowało się dwoje gryfonów, chłopak i dziewczyna w dość jednoznacznej pozie. Wyraźnie zmęczeni po miłosnych ekstazach leżeli przytuleni na jednym ze stołów przykryci jedynie starą brudną zasłoną. Znajdowali się w jednej z nieużywanych klas. Gdy po Sali przeszedł szmer szeptów postać chłopaka odezwała się tak znajomym dla Hermiony głosem:

-Przecież wiesz, że jej nie kocham, tylko na tobie mi zależy- mruknął Ron na ścianie, obracając się i całując swoją towarzyszkę- ona nie ma się z tobą jak równać- dopowiedział, dotykając dłonią jej pośladków przez materiał zasłony.

Obraz zanikł, a teraz każdy, włącznie z nauczycielami wpatrywał się w Hermionę i Rona, który nie wiedział gdzie patrzeć. Dziewczyna zamknęła oczy, wzięła trzy głębokie oddechy i starając się nie okazywać żadnych emocji, wstała od stołu i nie zwracając na wołania przyjaciółki ani na spojrzenia całej Sali ruszyła do drzwi wyjściowych. Dopiero gdy znalazła się z dala od wszystkich, ruszyła biegiem do pokoju życzeń. Nie panowała już nad łzami, czuła się okropnie upokorzona. Wpadła do pomieszczenia, nie zwracając w ogóle uwagi na to, że drzwi były otwarte, a znaczyło to tyle, że w pokoju nie znajduję się sama.

---

Draco Malfoy szczerze zaniepokojony nagłym hałasem otworzył oczy i wstał z kanapy. Rozejrzał się po pokoju, który wyglądał tak samo, jak przez cały miesiąc, kiedy tworzyli eliksir i jego wzrok skupił się na brązowowłosej dziewczynie, która wpatrywała się w kominek. Jej ciało niebezpiecznie drgało, a z ust wychodził szloch, płakała. Był ciekawy co  bądź kto doprowadził ją do takiego stanu, bo jeszcze nigdy nie był światkiem płaczu tej gryfonki. Powoli podszedł do niej, starając się nie zwracać uwagi na ściśnięte serce.

-Granger..- Szepnął, nie wiedząc nawet, z jakiego powodu, lecz to wystarczyło, Hermiona szybko obróciła się w jego stronę, prawie tracąc równowagę. Wyglądała strasznie, na jej widok objęła go irracjonalna złość na osobę, która doprowadziła ją do takiego stanu.

-Zostaw mnie- jęknęła, chciała zostać sama. Czuła się strasznie upokorzona. Nie wierzyła, że Ron mógł tak ją wykorzystać.

-Co się stało?- zapytał, lecz nie uzyskał odpowiedzi. Hermiona zaczęła kręcić głową, a z jej oczu wciąż wypływały gorzkie łzy. Draco spokojnie, ale stanowczo podszedł do niej i chwycił w ramiona, zamykając w szczelnym uścisku. To był pierwszy raz, kiedy dotykał szl… mugolaczkę. Pierwszy raz dotykał Granger.

To był początek ich historii.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dodaję rozdział po długiej nieobecności, z której nie jestem zadowolona. Nie zapomniałam o tym opowiadaniu ani na minutkę, jednak straciłam zapał i wenę. Przepraszam Was (jeśli ktoś tutaj jeszcze jest), jednak nie obiecuję, że to się nigdy nie powtórzy. Wydaję mi się, że za bardzo pokręciłam to opowiadanie i jest ono teraz kompletnie bez sensu? Co sądzicie?  
Dobrej nocy,

Dagie