środa, 26 grudnia 2018

Słowem wyjaśnienia...

Cześć.
Bardzo głupio mi pisać tutaj cokolwiek, tym bardziej po tak długiej przerwie. Jednak myślę, że w końcu powinnam wyjaśnić swoją nieobecność.
Nie usprawiedliwię się w żaden sposób. Straciłam zapał, pomysł i jakąkolwiek chęć do tego opowiadania. Nie zapomniałam o nim jednak i cały czas ma ono szczególne miejsce w moim sercu/ umyśle.
Przechodząc do konkretów. Na razie nie będę podejmować prób pisania To live and to love. Pragnę stworzyć coś nowego, by siadanie przy komputerze i wymyślanie przeróżnych historii znów sprawiało mi frajdę.
Nie chcę jednak usuwać tej historii, dlatego otwarcie mówię, opowiadanie jest zawieszone.

Wierzę, że Nowy Rok da mi sporo siły i spotkamy się tu jeszcze nie raz.

Chcąc znów nabrać ochoty do Dramione, zaczęłam pisać nowe opowiadanie. Wydaję mi się, że mam na nie pomysł i na spokojnie napisałam prolog i pierwszy rozdział. Nie opublikuje go jednak w najbliższym czasie.

Dlaczego więc o nim wspominam?

Poszukuję kogoś, można powiedzieć, że bety, która przeczyta, wyrazi szczerą opinię co do historii, którą chcę przedstawić i ewentualnie poprawi błędy (których zapewne jest bez liku).

Jeśli ktoś z Was jest chętny to bardzo zapraszam. dagie1.aga12@gmail.com


Mimo że już Święta prawie dobiegły końca, to składam każdemu z Was najserdeczniejsze życzenia, a w Nowym Roku niech wam się układa.

Do jak najszybszego zobaczenia.
Dagie


sobota, 20 stycznia 2018

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

W jednej chwili jej serce pękło na setki kawałków, z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w tę dwójkę, a po jej policzkach spływały gorzkie łzy. Przez ten cały czas ufała mu i tak bardzo go kochała. Wierzyła, że w końcu naprawdę zostawi tę ździrę i w końcu będą razem, szczęśliwi. Teraz jednak widząc Hermione Granger opartą o ramie swojego chłopaka, który jeszcze wczoraj tak głośno krzyczał JEJ imię, zrozumiała swoją głupotę. Przecież zawsze wiedziała, że Ron nie należał do osób zbyt odważnych i nawet wojna tego nie zmieniła. Tak, wystarczy mu tylko trochę pomóc i już niebawem Panna-Wiem-To-Wszystko zostanie sama a Lavender Brown odzyska miłość swojego serca.

---

Mrok opanowywał z zastraszającym tempie cały czarodziejski świat. Wszystkie bolesne wspomnienia z wojny wracały. Ludzie panikowali, pojawiały się coraz to straszniejsze wieści, a szeptem mówiło się o pogłoskach, jakoby Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać powrócił. Wiadomość o zmianie ministra Magii nie uspokoiła nikogo. Ten fakt spowodował tylko, że czarodzieje przestawali ufać sobie nawzajem. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co się dzieje. Ministerstwo milczało, jednak ludzie wciąż zostawali porywani i uśmiercani w okrutne sposoby. W tym momencie najważniejsza była jedność, która w związku  z brakiem zaufania ginęła, często bezpowrotnie.

---

W pokoju życzeń, który dziś przedstawiał przytulny pokój, skąpany w ciepłych barwach, przy dość małym, srebrnym  kociołku, osadzonym w płomieniach na jednej z poduszek siedziała brązowowłosa dziewczyna i ze skupieniem czytała grubą księgę;  na  lekko zniszczonej okładce wyczytać można było różowo złoty tytuł Eliksiry dla zaawansowanych. Nie szło jednak nie zauważyć, że owa dziewczyna co jakiś czas wpatrywała się w prosty zegar, który wisiał naprzeciw  niej cichutko tykając, pod nim, znajdowała się skurzana, ciemnoszara kanapa, która teraz wyjątkowo zawalona była przeróżnymi książkami, obok niej był duży brązowy stół, na którym stało kilkadziesiąt przeróżnych ingerencji do eliksiru, który właśnie zmienił barwę na szkarłatną. W tym samym momencie dziewczyna odłożyła książkę, a drzwi pokoju otworzyły się.

Żwawym krokiem do pokoju wkroczyło dwóch mężczyzn. Starszy mężczyzna, ubrany jak zwykle w czarne szaty z twarzą bez żadnego wyrazu od razu podszedł do eliksiru, nie zawracając sobie głowy przywitaniem. Młodszy z wyjątkowo jasnymi włosami i bardzo przystojną twarzą kiwnął głową do dziewczyny . Mimo iż nikt nie przyjąłby tego jako przyjazne przywitanie, to Hermiona wiedziała, że stosunek chłopaka do niej zmienił się najlepsze tak samo, jak jej do niego.

- Profesorze…- dziewczyna zwróciła się do Severusa Snape, który teraz z niebywałą delikatnością i wręcz czułością mieszał eliksir, dopiero po chwili spojrzał na swoich uczniów i kiwnął głową.

- Wszystko w porządku, eliksir gotowy, spisaliście się- powiedział, nie zwracając uwagi na wybałuszone oczy dwójki młodych osób.
Tak, Severus Snape, stary nietoperz i największy postrach Hogwartu właśnie szczerze pochwalił uczniów. Zaskoczyło to nawet Dracona Malfoya mimo iż zawsze był wyraźnie faworyzowany przez mistrza Eliksirów.

- Za godzinę zaczynamy- mruknął już bezbarwnym głosem i wymaszerował z pomieszczenia, a gdy zamknął drzwi, jego twarz przyozdobił uśmiech, co zdecydowanie było niecodziennym zjawiskiem.

- Co ta dziewczyna ze mną robi- westchnął, kręcąc głową i przybierając pogardliwy wraz twarzy, jaki gościł u niego prawie całe życie, jednak jego oczy pozostawały ciepłe jak nigdy.

---

Nadszedł najważniejszy moment dla całego Hogwartu, mimo że nie wszyscy, a wręcz przeciwnie tylko mała cząstka uczniów i pracowników wiedziała, co się w tym momencie ma wydarzyć. Eliksir, który znaleźli w księdze był już gotowy, a był to najtrudniejszy eliksir, z jakim w życiu się spotkali, nawet dla Severusa Snape- Mistrza Eliksirów. Zgodnie z wolą zakonu, bo po tym, jak uczniowie odkryli treść księgi zgodnie postanowili przekazać swoją wiedzę starszym, miksturę przygotowywali wspólnie Hermiona Granger i Draco Mafoy pod szczególną opieką nauczyciela. Jako iż było przy nim ogrom pracy, Severus nie mógł zajmować się nim sam, ponieważ jego częste nieobecności byłyby podejrzane. W związku z tym całe to przedsięwzięcie było wielką tajemnicą, zresztą jak cała działalność Zakonu, tylko garstka czarodziei wiedziała, że on nadal funkcjonuje.

Piątka czarodziei stała w skrzydle szpitalnym. Na prostych, pojedynczych łóżkach spoczywało dziewięć osób, którzy byli okropnie bladzi i nieprzytomni. Trzech chłopców i sześć dziewczynek, którzy wyglądali jakby życie lada chwila miało z nich ulecieć. Dzięki Pani Pomfrey, młodzi uczniowie, których wiek nie przekroczył nawet trzynastu lat zostali ściągnięci ze Świętego Munga do Hogwartu. To była ich jedyna szansa na życie, bo tylko ten eliksir mógł uratować tych mugolaków. Pielęgniarka siedziała na twardym krześle i wpatrywała się w swoich podopiecznych, cała się trzęsła. Profesor Snape zza ciętym wyrazem twarzy wpatrywał się w okno, wydawał się być spokojny, ale tylko on wiedział co tak naprawdę czuł. Hermiona była okropnie blada i bez powodzenia próbowała ukryć drżenie rąk. Dracon z rzucał jej zaniepokojone spojrzenia, starając się nie patrzeć na zastygłe w przerażeniu twarze młodszych uczniów. Miesięczna  praca nad eliksirem sprawiła, że zaczął szanować młodą gryfonkę za jej intelekt i ogólną osobowość. Wywiązała się między nimi pewna więź, której żadne z nich nie potrafiło nazwać. Mimo iż nie zwierzali się sobie, a ich rozmowy były czysto naukowe, to lubił spędzać z nią czas. Traktował ją jak koleżankę. Profesor McGonagall z zaciśniętymi ustami w wąską linię wpatrywała się w każdą z tych osób. Ile jeszcze zła nastąpi, abyśmy mogli być szczęśliwi- myślała.

Przygotowany eliksir działał tylko o jednej porze i właśnie wtedy musiał zostać podany. Pięć minut przed tym czasem do Sali z poważnymi minami wkroczyła czwórka uczniów. Odebrali od pani Pomfrey flakoniki z eliksirem i stanęli przy uczniach, reszta zrobiła to samo. Gdy zegar wybił równo piętnastą, wlali zawartość do ust leżących i szybko wyszli z pomieszczenia. Było to bardzo ważne, ponieważ zgodnie z treścią księgi, z pacjentami musiało przebywać tylko pięć osób.

W końcu coś zaczęło się dziać, chociaż Hermiona zrozumiała szybko, że wolała gdy nic się nie działo. Dzieci wyły z bólu i rzucały się po łóżku. Jej oczy momentalnie zaszły łzami. Co, jeśli coś zrobiłam źle- powtarzała sobie w myślach. W Sali tylko dwie osoby zachowały obojętną twarz, reszta płakała. Chociaż widać było, że Draco walczy sam ze sobą, jego ręce zaciskały się tak mocno, że nie dziwne, że na jego dłoniach zostawały rany.  Było to straszne przeżycie dla każdego bez wyjątku, nawet dla podwójnego szpiega, czy opiekunki Gryffindoru która zawsze trzymała emocje na wodzy. To nie powinno się zdarzyć- przewijało się przez myśli każdego, kto to obserwował. I nagle w jednej chwili wszystko ucichło, a dzieci wyglądały na pogrążone w śnie.

Starając się nie panikować, Hermiona wzięła głęboki wdech i na tyle, na ile pozwalał jej drżący ze strachu i emocji głos, spokojnie zapytała:

-Udało się?

---

Hermiona wraz z przyjaciółmi siedziała przy stole Gryffindoru zajadając się dyniowymi pasztecikami. Była pora kolacji więc wielka sala tętniła życiem. Każdy rozmawiał, jadł, rozmawiał, śmiał się i rozmawiał. Był to szczęśliwy dzień, mimo iż nie wielu wiedziało co się właściwie dzisiaj wydarzyło. Brązowowłosa  dziewczyna uśmiechnięta od ucha do ucha wspominała właśnie Harry’emu, Ginny i Ronowi, że jutro mają zaproszenie na herbatkę u Hagrida, wieloletniego przyjaciela, gdy nagle na całej ścianie przy stole ślizgonów (naprzeciwko stołu gryffindoru) pojawił się ruchomy obraz. Każdy, bez wyjątku, zaczął się w niego wpatrywać, dlatego też nikt nie zauważył uśmiechu samozadowolenia na ustach Lavender Brown. Na ścianie, znajdowało się dwoje gryfonów, chłopak i dziewczyna w dość jednoznacznej pozie. Wyraźnie zmęczeni po miłosnych ekstazach leżeli przytuleni na jednym ze stołów przykryci jedynie starą brudną zasłoną. Znajdowali się w jednej z nieużywanych klas. Gdy po Sali przeszedł szmer szeptów postać chłopaka odezwała się tak znajomym dla Hermiony głosem:

-Przecież wiesz, że jej nie kocham, tylko na tobie mi zależy- mruknął Ron na ścianie, obracając się i całując swoją towarzyszkę- ona nie ma się z tobą jak równać- dopowiedział, dotykając dłonią jej pośladków przez materiał zasłony.

Obraz zanikł, a teraz każdy, włącznie z nauczycielami wpatrywał się w Hermionę i Rona, który nie wiedział gdzie patrzeć. Dziewczyna zamknęła oczy, wzięła trzy głębokie oddechy i starając się nie okazywać żadnych emocji, wstała od stołu i nie zwracając na wołania przyjaciółki ani na spojrzenia całej Sali ruszyła do drzwi wyjściowych. Dopiero gdy znalazła się z dala od wszystkich, ruszyła biegiem do pokoju życzeń. Nie panowała już nad łzami, czuła się okropnie upokorzona. Wpadła do pomieszczenia, nie zwracając w ogóle uwagi na to, że drzwi były otwarte, a znaczyło to tyle, że w pokoju nie znajduję się sama.

---

Draco Malfoy szczerze zaniepokojony nagłym hałasem otworzył oczy i wstał z kanapy. Rozejrzał się po pokoju, który wyglądał tak samo, jak przez cały miesiąc, kiedy tworzyli eliksir i jego wzrok skupił się na brązowowłosej dziewczynie, która wpatrywała się w kominek. Jej ciało niebezpiecznie drgało, a z ust wychodził szloch, płakała. Był ciekawy co  bądź kto doprowadził ją do takiego stanu, bo jeszcze nigdy nie był światkiem płaczu tej gryfonki. Powoli podszedł do niej, starając się nie zwracać uwagi na ściśnięte serce.

-Granger..- Szepnął, nie wiedząc nawet, z jakiego powodu, lecz to wystarczyło, Hermiona szybko obróciła się w jego stronę, prawie tracąc równowagę. Wyglądała strasznie, na jej widok objęła go irracjonalna złość na osobę, która doprowadziła ją do takiego stanu.

-Zostaw mnie- jęknęła, chciała zostać sama. Czuła się strasznie upokorzona. Nie wierzyła, że Ron mógł tak ją wykorzystać.

-Co się stało?- zapytał, lecz nie uzyskał odpowiedzi. Hermiona zaczęła kręcić głową, a z jej oczu wciąż wypływały gorzkie łzy. Draco spokojnie, ale stanowczo podszedł do niej i chwycił w ramiona, zamykając w szczelnym uścisku. To był pierwszy raz, kiedy dotykał szl… mugolaczkę. Pierwszy raz dotykał Granger.

To był początek ich historii.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dodaję rozdział po długiej nieobecności, z której nie jestem zadowolona. Nie zapomniałam o tym opowiadaniu ani na minutkę, jednak straciłam zapał i wenę. Przepraszam Was (jeśli ktoś tutaj jeszcze jest), jednak nie obiecuję, że to się nigdy nie powtórzy. Wydaję mi się, że za bardzo pokręciłam to opowiadanie i jest ono teraz kompletnie bez sensu? Co sądzicie?  
Dobrej nocy,

Dagie 

niedziela, 29 października 2017

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Drogi pamiętniczku.

Przepraszam, że tak długo do Ciebie nie zaglądałam, ale tyle się działo… Jest to ciężki tydzień, jak i w sumie cały ten rok szkolny. Czasem żałuję, że tutaj wróciłam… Między mną a Ronem jest źle, to chyba nie jest to. Czuję, że się do siebie oddalamy i jeszcze ta Lavander, ona nie robi sobie nic z tego, że jesteśmy razem, a najgorsze jest to, że Ron nie widzi w tym nic złego!. No ale są teraz ważniejsze sprawy. W końcu wiemy co to za zaklęcie, książka nie zawiodła, tylko Malfoy trochę ucierpiał. Właśnie, Malfoy, mam wrażenie, że jest z nim coś nie tak. Znaczy wiem, że on nie jest normalny, ale zaczął się zachowywać bardzo dziwnie, szczególnie od tego wydarzenia na korytarzu, a może już wcześniej? Malfoy zaczął być miły dla każdego! Nawet dla mnie i innych Gryfonów! Gdyby to nie był TEN ślizgon to powiedziałabym, że bierze mugolskie narkotyki. Poza tym dzieje się coś niepokojącego, ponieważ jego oczy odwiedzają mnie w  nocy, we śnie. Wtedy jestem taka spokojna… To pewnie jakiś przypadek, który można racjonalnie wyjaśnić!
 Co do księgi; dowiedzieliśmy się o czarnym kamieniu, który ponoć ma bardzo czarno magiczne właściwości. Ale przecież to nie możliwe, on nie istnieje! Choć o insygniach też tak mówiłam.. Nie! To Legenda! Ten kamień, ponoć osadzony jest w pierścieniu i osoba, która go dotyka, w tym momencie zna bardzo ciężkie klątwy, które prowadzą do bolesnej naprawdę potwornej  śmierci. Do..

- Hej Hermiona, idziesz na kolację?- zapytała Ginny, która właśnie weszła do pokoju.
- Jasne, chwilka- odpowiedziała, chwytając różdżkę , wypowiedziała zaklęcie i kolorowy zeszyt, w którym jeszcze przed chwilką pisała, zamienił się w ołówek- chodźmy.

````````

Młody mężczyzna od trzydziestu minut siedział na łóżku, tępo wpatrując się w ścianę, jego przyjaciel Blaise był nieco zaniepokojony zachowaniem chłopaka, który od jakiegoś czasu zaczął się bardzo dziwnie zachowywać, dziwniej niż zwykle.
-Draco!- czarnoskóry już po raz czwarty nawoływał na kolegę, bez żadnego skutku, zirytowany podszedł do niego i mocno trzepnął go w ramię. Żadnej reakcji.
Dość tego- mruknął Zabini i szybko wyszedł z pokoju, ruszając w poszukiwaniu Granger.

```````

- Ruda! Wiewióreczko!
Och nie! Tylko nie ten debil!- pomyślała.
- Czego chcesz Kretynie?- warknęła, mrużąc oczy.
- Grzeczniej wiewióreczko- powiedział Blaise przesłodzonym głosem- Gdzie masz Gra.. Granger!
- Cześć Blaise- odpowiedziała dziewczyna, wpatrując się z zainteresowaniem w czarnoskórego.
- Słuchaj, jest sprawa- głos Zabiniego stał się niezwykle poważny.
- O co chodzi?- Zapytała Hermiona, nie podobał się jej ten ton.
- Nie tutaj- mruknął i nie patrząc na dziewczynę, ruszył do najbliższej klasy. Hermiona niepewnie spojrzała na Ginny, bezgłośnie powiedziała „zaraz wracam” i udała się za ślizgonem.

``````

-A więc?- ponagliła, gdy Blaise wcale nie kwapił się do wyjaśnień.
-Chodzi o Draco…- powoli dobierał słowa, wiedział, że musi to dobrze rozegrać, potrzebuje jej pomocy.- Z nim się dzieje coś złego.
Hermiona prychnęła.
Niezrażony Blaise kontynuował- nie wiem, czy on coś bierze, czy to przez tę książkę, ale trzeba coś zrobić! Dlatego potrzebuję Twojej pomocy.
-Dlaczego ja?
-Merlinie.. Bo jesteś mądra i pewnie będziesz wiedzieć co zrobić.
W innej sytuacji dziewczyna zarumieniłaby się, właśnie.. w innej.
-Są inni, na przykład Snape!- profesor, który traktuje swoich podopiecznych bardzo ulgowo, na pewno pomoże swojemu najulubieńszemu uczniowi- myślała kasztanowłosa.
-Taaak, na pewno bardzo się ucieszy, że Draco bierze jakieś świństwo, albo co lepiej, pochwali nas za zabawę z czarno magiczną księgą!- chłopak zaczął się irytować, naprawdę martwił się o przyjaciela.
Hermiona mentalnie uderzyła się w czoło, jednak nie straciła rezonansu.
-Nott? Poradzi sobie.
-Nie poradzi, Granger do cholery, chcesz mieć go na sumieniu?!
To ją orzeźwiło.
-Dobra, gdzie on jest?

``````

- No i odkąd wrócił z obiadu siedzi tutaj i nie kontaktuje, jest tak od trzech dni- Pansy skończyła opowiadać jej o zachowaniu blondwłosego chłopaka. Miała szczerą nadzieję, że będzie ona zdolna mu pomóc i w końcu wróci ich stary Draco. Jedyną osobą w pokoju, która z powątpiewaniem patrzyła na gryfonkę był Nott, który za nic nie rozumiał, do czego potrzebna im była ta szlama.
Hermiona rozejrzała się po pokoju, starając się ujrzeć coś niepasującego, podejrzanego. Wykluczyła możliwość by Malfoy był pod wpływem zaklęcia. Teraz, gdy bliżej przyjrzała się jego zachowaniu, miała pewną teorię, ale musiała się upewnić. Łóżko, biurko zawalone górą papierów, komoda, na której walały się butelki ognistej i słodycze, dzbanek z wodą- nic szczególnego.
Woda!- pomyślała. Nie zwracając uwagi za zdziwione spojrzenia wszystkich obecnych w pokoju; prócz Dracona, ruszyła w stronę parapetu, gdzie stał dzbanek z wodą.
- Co Granger w gardle zaschło?- zagadnął oschle Teodor.
Dziewczyna spojrzała na niego z wyższością. Miała już pewność, co dolega Malfoyowi.
- Nie Nott, Malfoy jest pojony amortencją, bardzo źle wykonaną, ale jednak.-powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.
- Co?! Ale kto?- Pansy była zszokowana.
- Idzie coś z tym zrobić?- zapytał Blaise, pokazując na Malfoya, który nadal z wielkim zainteresowaniem wpatrywał się w ścianę.
- Idzie, można czekać, ale patrząc jak długo był pojony trwało by to trochę czasu, potrzebny jest…
- Dyptam- przerwał jej Nott
- Właśnie - warknęła, nie lubiła, gdy ktoś jej przerywał.
- A więc masz zadanie Teo, idź do Snape`a załatwić dyptam- powiedziała Pansy z przekąsem. Nie podobało jej się, jak Teodor odzywa się do Hermiony, którą zaczęła traktować jak przyjaciółkę.
Młody Nott już chciał protestować, lecz widząc ponaglający wzrok czarnowłosej, skapitulował i ruszył w stronę wyjścia.

``````

- Coś się dzieje!- krzyknął Blaise, Draco Malfoy, wyglądał jakby właśnie  obudził się z bardzo długiego snu; mrugał, próbując się przyzwyczaić do panującej jasności, jego usta wyginały się w bardzo śmieszną, nieprzytomną minę, a policzki chyba pierwszy raz w życiu były zaróżowione.
- Draco! Draco! Wszystko w porządku?- zaniepokojona Pansy uklęknęła przy przyjacielu i chwyciła go za dłoń.
Hermiona w tym momencie poczuła się całkowicie nie na miejscu, starając się nie zwracać na nikogo uwagi, wycofała się z pokoju i ruszyła do Wielkiej Sali, marząc, by zdążyć na kolację.

``````

Draco Malfoy spojrzał po twarzach przyjaciół, nic nie pamiętał z ostatnich minut, a może godzin? W głowie miał mętlik, a narastająca migrena stawała się nieznośna.
- Co się stało?- wychrypiał, suchość w ustach sprawiała, że ledwo co mówił, powoli wstał i ruszył w stronę dzbanka z wodą.
- Nie!- krzyknęła Pansy, Draco obrócił się i spojrzał zaskoczony na przyjaciółkę, jeszcze nie doszedł do siebie.- nie pij tego, tam jest amortencja!
- Co!?- wykrzyknął! I ze zmęczeniem przetarł twarz, zdecydowanie jeszcze nie doszedł do siebie.

``````

W ciemnym, zakurzonym schowku na miotły przebywała dwójka ludzi; mężczyzna i kobieta, a po pomieszczeniu rozchodziły się rytmiczne odgłosy przesuwanego stołu, szybkie oddechy i jęki.
- Je-Jeszcze chwila- wysapał chłopak w stronę blondwłosej.
Głośny jęk chłopaka przerwany został pocałunkiem dziewczyny. Po dłuższej chwili, gdy już się uspokoili i zaczęli się ubierać, ona przemówiła:
- Kiedy jej o wszystkim powiesz?
Zmieszany chłopak odwrócił głowę, byleby nie patrzyć w oczy swojej towarzyszki. On nie chciał nic mówić, nie interesował go ten związek, to był tylko czysty seks! Nie robiłby tego, gdyby jego partnerka mu się oddawała! Przecież to normalne- tak tłumaczył zdradę, sprawiając, że wyrzuty sumienia ucichały .
- Powiem skarbie, ale jeszcze nie teraz- mruknął i bezczelnie chwycił ją mocno za pośladek, przygotowując się do kolejnego stosunku. Blondwłosa bez sprzeciwu znów mu się oddała, mimo iż już od miesięcy nie otrzymała żadnego potwierdzenia uczuć ze strony chłopaka, ale ona go tak kochała…
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak się podoba rozdział? Szczerze powiedziawszy zastanawiam się nad usunięciem tego wszystkiego i może napisania czegoś ciekawszego, lepszego?  Nie jest to nic pewnego dlatego proszę was o pomoc. Ciągnąć to dalej?
Kto myślał, że Draco się zakochał już w Mionce i będą żyli długo i szczęśliwie???
A kto to taki, podawał mu amortencję? Jakieś podejrzenia?

Pozdrawiam!

sobota, 7 października 2017

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Nastał chłodny, deszczowy i wietrzny listopad, ponura atmosfera wyjątkowo mocno udzielała się w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, a powodem tego nie była tylko i wyłącznie charakterystyczna angielska pogoda. Panika powoli i skrupulatnie rozszerzała się po ciemnych korytarzach, docierając do uczniów. Najpopularniejsza gazeta czarodziejskiego świata informowała o strasznych wydarzeniach, które rozpoczęły się z początkiem nowego roku szkolnego. Każdy z uczniów, wciąż wracając myślami do przerażających wspomnień z czasów istnienia Voldemorta, z gęsią skórką czekał na kolejne wydania Proroka Codziennego. Zabójstwa mugoli, zaginięcia czarodziejów pół krwi i naprawdę makabryczne i bolesne tortury byłych śmierciożerców, które kończyły się śmiercią; takie artykuły pojawiały się w porannych i wieczornych wydaniach. W Hogwarcie każdy trzymał się w kilkunastoosobowych grupach, liczbę patroli podwojono, a nauczyciele zaczęli jeszcze bardziej niż zwykle zwracać uwagę na poszczególnych uczniów. Wszystko to w obawie o bezpieczeństwo. W planach miały powstać dodatkowe zajęcia pozalekcyjne, działające na podobnej zasadzie co Gwardia Dumbledore’a, jednak działające za zgodą kadry nauczycielskiej. Miałyby one na celu uczyć obrony przed czarną magią, szczególnie najmłodszych uczniów, a „atrakcją” byłoby spotkanie z Harrym Potterem i jego przyjaciółmi. Według nowej dyrektorki Hogwartu, powierzenie tego zadania trójce uczniów z jej domu jest konieczne, gdyż większość młodszych uczniów nie pojmuje powagi sytuacji, a nie można im nakazać tego jako obowiązku. Dlaczego? Ministerstwo ma oko na szkołę Magii i Czarodziejstwa. Odkąd rządy przejął Kingsley wszyscy byli pewni, że najważniejszy organ władzy w magicznej części Wielkiej Brytanii będzie sprawiedliwy i niekomercyjny. W istocie tak było, jednak ostatni miesiąc wprowadził zmiany. Czy dobre? Były minister nieoczekiwanie zachorował i już od dwudziestu dni przebywa w Świętym Mungu, a jego stan zdrowia jest ściśle tajny. Jego miejsce „tymczasowo” zajęła Dolores Umbridge, która zdążyła wprowadzić już dziesiątki zmian i przypodobać sobie większą część pracowników ministerstwa. Na nowo powołany został Zakon Feniksa, do którego należało część nauczycieli, Syriusz Black i wielu innych osób,  a w tym Harry Potter, który dzięki swojemu ojcowi chrzestnemu i Severusowi Snapowi, miał dostęp do najważniejszych informacji. Tak, znienawidzony nauczyciel wstawił się za chłopcem, który przeżył.

  Część członków Zakonu Feniksa ostro debatowało w kwaterze głównej, jaką został Grimmauld Place 12. Głównym tematem był Harry Potter, który ze spokojem, jednak z irytacją wpatrywał się w ludzi zebranych w wielkiej kuchni.
-Przecież to jeszcze dziecko! Nie musi się narażać!- krzyknęła po raz kolejny Molly Weasley.
-Molly! Przecież Harry może nam pomóc!- Syriusz Black tracił cierpliwość, powtarzała się sytuacja z piątego roku.
-On sobie nie poradzi!- zaprzeczyła szybko. Harry’emu było przykro, że mimo tego wszystkiego, on nadal traktowany był jak dziecko, choć już nieraz udowodnił, że jest dorosły oraz wykazał, że potrafi działać w kryzysowych sytuacjach. Spojrzał po twarzach ludzi będących w kuchni. Pani Weasley, Syriusz, Mundungus Fletcher, George Weasley, Severus Snape. Ten ostatni z nieprzeniknioną twarzą wpatrywał się w niego. Czarne jak heban tęczówki zderzyły się z ciepłymi zielonymi oczami, a potem stało się coś, czego Harry się nie spodziewał, nikt się nie spodziewał.
Trwającą już ponad trzydzieści minut sprzeczkę przerwał:
- Potter, chcesz należeć do Zakonu?- zapytał wyprutym z emocji głosem profesor Snape, uważnie obserwując chłopaka. W kuchni zapadła cisza, każdy ze zdziwieniem wpatrywał się w tę dwójkę.
-Chcę, profesorze- odpowiedział pewnie chłopak, wciąż hardo wpatrując się w ciemne oczy. Znów zapadła cisza, nie zbyt przyjemna, a wręcz emanowała niepewnością czy nawet strachem, który bądź co bądź nie był uzasadniony. Dla Harry’ego była to wieczność, czuł się tak niezwykle mały pod czujnym okiem mężczyzny, z którym nigdy nie miał dobrych relacji. Nie rozmawiali od pamiętnego spotkania we wrzeszczącej chacie, które wręcz przesądziło o wygranej, jednak mimo to coś się między nimi zmieniło. Nie była to jakaś wielka zmiana, widoczna dla osób trzecich, dla nich jednak wiele znaczyła, choć żadne się do tego nie przyznawało. Zaczęli się rozumieć, skończyło się wyżywanie profesora na chłopaku, nadal był ostry i wymagający, jednak nie upokarzał go na każdym kroku, jak to miało miejsce przez poprzednie lata, w końcu wyzbył się nienawiści, zamykając rozdział przeszłości, który sprawił mu tak wiele bólu; dzieciństwo. Harry zaczął rozumieć powody, jakie kierowały Severusem Snape i mimo, że jeszcze nieraz narzekał na ilość prac domowych, które zadawał, to przestał postrzegać go jako człowieka zimnego, złego do szpiku kości, bez serca. Odnalazł w nim człowieczeństwo, w które tak bardzo wierzył Dumbledore.
-Black ma racje, chłopak może pomóc, nie musi brać udziału we wszystkich akcjach- powiedział Snape, nie zwracając uwagi na zszokowane twarze towarzyszy. Nie wiem ,kto był bardziej zdziwiony, Harry, że profesor zgodził się na to, aby posiadał wszystko informacje co reszta członków, czy Syriusz, tym, że Severus przyznał mu rację.

Tak, od tego czasu Harry Potter należał do Zakonu Feniksa, jako jedyny ze złotej trójcy. To nie znaczy, że pozostała dwójka wcale nie chciała do niego przystąpić, wręcz przeciwnie. Ron, mimo że dorosły, dostał ostry zakaz od Molly Weasley, która pod żadnym pozorem nie chciała się zgodzić na to, by został członkiem Zakonu. Oczywiście rudy chłopak ostro się sprzeciwiał, jednak nie znajdując poparcia u innych członków, którzy doskonale znali trudny temperament młodego Weasley’a oraz złość jego matki, woleli się nie udzielać, w końcu rudzielec zrezygnował, jednak jeszcze przez dłuższy czas chodził wściekły. Hermiona Granger, po tym jak dowiedziała się, że Ron nie mógł zostać przyjęty, sama zrezygnowała, aby nie sprawić mu przykrości, jednak pozostawała w tajnym „sojuszu” z Harrym, który miał przekazywać jej niektóre, nieoficjalne, tajne informacje. Przez pierwsze tygodnie, atmosfera między wybrańcem i młodym Weasleyem była ogromnie napięta i mimo, że Harry starał się jak najszybciej naprawić ich relację, to Ron chował głęboką urazę, o to, że Harry jest w zakonie Feniksa, w końcu jednak się pogodzili, jak to przyjaciele.
Harry Potter znów stał się wielką sensacją w Hogwarcie, zresztą nie tylko on bo Hermiona  i Ginny też były wytykane palcami. Dlaczego? Wszystko zaczęło się od rozmowy z pewną ślizgonką, Pansy Parkinson. Kto by pomyślał, że Gryffindor i Slytherin może normalnie rozmawiać. A tak, szczerze powiedziawszy między trójką dziewczyn, zaczęła się rodzić nić przyjaźni, jeszcze nie za bardzo trwała, ale kto wie? Harry i Pansy, wcielili w życie swój plan, przekonania przyjaciół do siebie, jednak działali powoli, żeby sprawdzić czy potrafią ufać  sobie nawzajem. Sprawiło to, że ta dwójka coraz więcej czasu spędzała ze sobą, najczęściej zdawali sobie relację, z postępów, ale  niekiedy nawet wspólnie się uczyli. Do tej czwórki szybko dołączył Blaise.
Najbardziej zniesmaczeni tak bliską znajomością Ślizgonów i Gryfonów byli Ron i Teodor, dla których to była jak zdrada. Draco Malfoy zostawał bierny i w ogóle nie zaplątał sobie tym głowy, jakoby to miało być czymś złym. Młody Malfoy miał ważniejsze sprawy na głowie, a przy tym jeszcze większą motywację do odnalezienia mściciela. Tak był nazywany sprawca tych wszystkich morderstw, tortur i innych nieprzyjemnych wydarzeń, choć w zasadzie nikt nie wiedział, czy jest to kobieta, czy mężczyzna, nie wiedzieli oni nic. Jeszcze. Dla Draco ten miesiąc był szokujący. Teraz nie martwił się tylko o matkę, ale i o siostrę, jeszcze nienarodzoną.

Pewnej chłodnej i mokrej soboty, gdy najchętniej nie wychodziłoby się łóżka, do dużego okna w pokoju prefektów należącego do ślizgonów zapukała piękna, brązowa sowa. Młody Malfoy, który dopiero co otworzył powieki, niechętnie wstał z łóżka, cicho klnąc na wszystko i ruszył do źródła dźwięku. Gdy tylko, zobaczył, co, a raczej kto wybudził go z pięknej, ciepłej rzeczywistości, o której właśnie śnił, oprzytomniał. Szybko wpuścił sowę i nie bawiąc się na zbytnie uprzejmości oderwał list z rodem Malfoyów i zaczął czytać.
Drogi Draco,
Mam nadzieję ,że u Ciebie wszystko w porządku i miło spędzasz swój ostatni rok nauki w Hogwarcie. Zostałam poinformowana o Twoich dotychczasowych ocenach i jestem niezmiernie dumna, że przykładasz się do zajęć. Piszę jednak w innej sprawie.
Wiem, że powinnam Ci o tym powiedzieć osobiście, jednak nie było okazji. Rozumiem też, że może być to dla Ciebie szokiem. Draco… Będziesz miał siostrę. Jestem w ósmym miesiącu ciąży, z Twoim ojcem.
Prawdopodobnie poznasz Katie już na święta.
Kocham Cię synku.


Tak… Był to szok dla młodego Malfoy’a i przez pewien czas nie mógł tego przyswoić. Siostrę? Ciąża? Poznasz? Tego wszystkiego było za dużo i chłopak nie rozumiał, dlaczego dowiaduje się o tym dopiero po ośmiu miesiącach i dlaczego nic nie zauważył.


***


Dziś jest ten dzień- pomyślał Harry, odkładając gazetę, w której znalazła się wzmianka o brutalnym gwałcie na mugolaczce. Właśnie siedział z przyjaciółmi w wielkiej sali, na obiedzie, jednak po przeczytaniu Proroka całkowicie stracił apetyt. Nawiązał kontakt wzrokowy z Pansy, która również miała nietęgą minę. Ufał jej, może to głupie dziwne i naiwne , bo w sumie rozmawiają ze sobą z miesiąc, ale zaczął darzyć ją zaufaniem. Wiedział, że potrzebuje jej pomocy, musieli się w końcu dowiedzieć o tej klątwie. Harry miał przeczucie, że to będzie przełomem. Najważniejszy był Malfoy, który był jedyną „czystą” osobą, czyli tą, która zerwała całkowicie ze śmierciożerstwem, bynajmniej tak twierdziła Pansy. Nie mieli innego wyboru. Snape, nie miał już swojego znaku, przeszedł bolesną i długotrwałą kurację, która jednak zadziałała w stu procentach.
-Spotkajmy się za piętnaście minut w pokoju życzeń- powiedział chłopak i udał się do wyjścia z wielkiej Sali. Ron, Hermiona i Ginny spojrzeli po sobie zdziwieni.
W tym samym czasie ze swojego miejsca przy stole Ślizgonów wstawała czarnowłosa dziewczyna.


***


Hermiona odliczała w myślach czas, nie miała pojęcia, o co może chodzić Harry’emu. Szła właśnie powoli w stronę siódmego piętra; była sama. Ginny musiała wrócić na chwilę do pokoju, a Ron poszedł do łazienki. Pogrążona we własnych myślach nie zauważyła osoby, która właśnie wyłoniła się zza zakrętu i z impetem wpadła w blondwłosego, młodego mężczyznę. Uderzenie było na tyle mocne, że przewróciła się i z podłogi obserwowała źródło swojego fizycznego bólu.
-Uważaj jak chodzisz!- Syknął Draco, podnosząc się do pozycji stojącej- Granger…
Było to ich pierwsze spotkanie sam na sam od imprezy. Przez cały miesiąc się unikali, znaczy to chłopak unikał Hermiony, wyjątkowo nie mieli wspólnych patroli, ani innych wspólnych spraw, więc nie byli narażeni na swoją obecność. Draco był strasznie zirytowany na siebie i na młodą gryfonkę. Mimo iż nie mieli ze sobą żadnych relacji, chłopak nieraz łapał się na tym, że wpatruje się w nią podczas śniadania, czy na lekcji, czasem myślał o tym, co by ona myślała na jakiś temat. To było chore! Przecież oni rozmawiali tylko raz i to po pijaku!
-Sam uważaj- warknęła, rozmasowując prawą dłoń, na którą wpadła. Bolała niemiłosiernie. Podniosła głowę i natrafiła na jego chłodne, szare tęczówki. Stali jak zahipnotyzowani, wpatrując się w siebie nawzajem. Po chwili Draco oprzytomniał i spojrzał na jej dłoń, zsiniała i lekko podpuchła Powoli podszedł do niej, patrząc jej prosto w oczy. Wyciągnął rękę i delikatnie chwycił jej dłoń, na co ona syknęła.
-Co ty robisz?- wydukała, patrząc na niego, ciepło jakie poczuła w chwili zetknięcia się ze sobą ich dłoni, było co najmniej niepokojące.
-Boli?- szepnął, tak cicho, że ledwo co usłyszała, powoli pokiwała głową- pomogę Ci dobrze?
Nie wiedział, dlaczego to robi i dlaczego tak się czuje. To było coś nowego i mimo że wiedział, że powinien już dawno odejść, chciał jej ukoić w bólu, który przecież sam spowodował. Tak sobie to tłumaczył, ale może to była tylko zwykła potrzeba bliskości?
Nie wiedziała, dlaczego to robi, ale ponownie pokiwała głową na znak zgody. Była jak w transie, przy nim czuła się tak wyjątkowo, tak jak nigdy przy Ro..
On mi chce tylko pomóc, to normalne- myślała.
Draco drugą, wolną ręką wyciągnął różdżkę, na co Hermiona się napięła, jednak nie wyrwała dłoni. Automatycznie, nie myśląc co robi, delikatnie puścił jej chorą dłoń i odgarnął błąkający się po jej twarzy kosmyk włosów. Był tak blisko…
-Nic ci nie zrobię- mówił szeptem, tak jakby podniesiony głos mógłby zmyć tę wyjątkową atmosferę. Widząc nieme pozwolenie w jej oczach, ponownie chwycił jej dłoń i wymówił zaklęcie.
-Adorase*
Ból zniknął, tak samo, jak zsinienie. Jednak on dalej trzymał jej dłoń, a ona wpatrywała się w jego oczy. Nagle Draco spanikował, gdy jego myśli niebezpiecznie zaczęły krążyć wokół jej ust.. Przywrócił na twarz maskę obojętności, którą przy niej tak łatwo zdjął, odwrócił się i ruszył przed siebie. Gdy znikał, już za zakrętem usłyszał ciche:
-Dziękuję
A na jego twarzy, pierwszy raz od bardzo dawna wykwitł szczery uśmiech.


***


 -Co oni tu robią!?- krzyknął Ron, patrząc z niedowierzeniem po twarzach ślizgonów.
-Zaraz wszystko wyjaśnimy – powiedział Harry, na co Pansy kiwnęła głową.
Znajdowali się w pokoju życzeń, który przeobrażony był w ciepły, przytulny pokoik. Na środku był wielki drewniany stół, a po obu jego stronach dwie skórzane, czarne kanapy.
Teodor i Ron usiedli po przeciwnych stronach i mierzyli się wściekłymi spojrzeniami. Blaise miał niezłą zabawę z tej sytuacji, Draco i Hermiona byli dziwnie nieobecni, a Ginny tylko z niepokojem zerkała na przyjaciółkę.
-Chodzi o to, że potrzebujemy waszej pomocy- zaczęła Pansy i stanęła obok Harry’ego.
-Tak, chodzi o to, co się teraz dzieje- dopowiedział wybraniec.
-Chodzi o Mściciela- Jak na zawołanie cała reszta zwróciła głowy w stronę Pansy.
I tak Harry wspólnie z czarnowłosą ślizgonką opowiedział o sednie sprawy.
-… Dlatego potrzebujemy twojej pomocy Malfoy.
-W porządku- powiedział beznamiętnie- daj tę książkę.
-Co? Nie będę współpracować ze ślizgonami! To pewnie ich sprawka!- wydarł się Ron, cały czerwony na twarzy.
-Zamknij się Wieprzlej! Wy się naprawdę na to zgadzacie?- Teodor spojrzał z powątpiewaniem na przyjaciół.
-Tak, Teo, wszystkim nam zależy na tym, żeby to się skończyło- powiedział nad wyraz poważnie Blaise, wiedział, że to przekona młodego Notta.
-Wyście powariowali!- krzyknął Ron- Ginny nie popierasz ich, prawda?
Rudowłosa dziewczyna wstała i stanęła obok Harry’ego i Pansy.
-Uspokój się Ron- powiedziała, patrząc w oczy brata.
-Hermiona?!- chłopak popatrzył z desperacją w oczach na swoją dziewczynę.
-Przykro mi- odpowiedziała smutno, była zawiedziona reakcją rudowłosego, wstała i również stanęła obok Harry’ego.
Młody Weasley widząc, że nie ma żadnego poparcia, wściekły wybiegł z pokoju życzeń.
-Dziękuję- powiedział wybraniec, chwytając swoje przyjaciółki za dłonie.
-Nie ma sprawy Harry- powiedziała spokojnie Ginny, a Hermiona pokiwała głową i uśmiechnęła się.
Pansy na ten widok poczuła się strasznie dziwnie, było jej tak jakby smutno? Nie umiała tego racjonalnie wytłumaczyć. Nie była ona jedyną osobą, która w tym momencie poczuła nieprzyjemny ścisk w sercu.
-To co, zaczynamy?- powiedział Blaise, któremu zdecydowanie ta sytuacja się nie podobała.
-Tak.- odpowiedział Harry i wyciągnął z kieszeni pomniejszoną księgę- Hermiono, możesz?
-Jasne- dziewczyna wyciągnęła różdżkę i wypowiedziała zaklęcie, po chwili na stole leżała księga, już normalnych rozmiarów. Otworzyła ją na odpowiedniej stronie i z oczekiwaniem spojrzała na Draco, pierwszy raz od niezwykłej sytuacji na korytarzu.
Chłopak bez słowa wstał i podwinął lewy rękaw. Widział jej wzrok, niepotępiający, a współczujący i to było najgorsze. Nie wiedział, dlaczego było to dla niego tak ważne.
Już po chwili puste stronicę zaczęły wypełniać się tekstem, a wyblakły mroczny znak na lewym przedramieniu Draco Malfoy’a zaczął krwawić.

----------------------------------------------------------------------------------------------
*Zaklęcie uleczające (mojej twórczości)
Obiecany rozdział. Przepraszam, że tak spóźniony, postaram się, żeby to był ostatni raz. Jak się podoba?
Miłej nocy :)

sobota, 16 września 2017

ROZDZIAŁ JEDENASTY

- Puść mnie!- krzyknęła po raz setny rudowłosa dziewczyna, waląc pięściami w zbudowane plecy czarnoskórego chłopaka.

- Jak sobie życzysz!- powiedział radośnie Blaise, odstawiając ją i  uśmiechając się do Ginny, na co ona prychnęła.

Znajdowali się na drugim piętrze. Zabini prowadził, a raczej niósł młodą Weasley do lochów, w poszukiwaniu różdżek. Dormitorium, w którym obudzili się dzisiejszego ranka, kiedyś  należało do Draco, Blaise’a i Teodora. Kiedyś, ponieważ teraz dwójka z nich została prefektami naczelnymi, co wiązało się z przeprowadzką na piąte piętro, a Teodor zamieszkał z innymi ślizgonami z roku. Teraz pomieszczenie było puste.  Młody Nott był kapitanem drużyny Slytherinu, dlatego też nie był prefektem domu. Mimo że to on był „szefem”, to cała trójka wybierała zawodników, omawiała taktyki i trenowała kolegów z drużyny, w tym siebie. Taki był ich sposób na wygranie szkolnych rozgrywek Quiditcha w tym roku.

- No w końcu!- warknęła, poprawiając bluzkę.

Co on sobie myśli! Pieprzony ślizgon! Ja nie jestem lalką! Co by było, gdyby ktoś nas zobaczył. Głupek!- wyklinała w myślach.

Blaise Zabini z zainteresowaniem przyglądał się swojej towarzyszce. Wcale nie był pewien, że dzisiejszy dzień znów spędzi z Rudowłosą. Prędzej spodziewał się połamanego nosa i paru siniaków. W końcu zadał pytanie, które nurtowało go od czasu, gdy chwycił dziewczynę w swe ramiona. A co, jak co, Ślizgoni cierpliwi nie byli.

- Dlaczego tu jesteś?- zapytał nie zbyt inteligentnie, nie zwracając uwagi na mruczenie dziewczyny. Blaise nie należał do osób zbyt rozgarniętych, jednak był lojalny, przyjacielski i miał ogromne poczucie humoru.

- Bo mnie tu przyniosłeś kretynie?- odpowiedziała pytaniem na pytanie. Była zmęczona, we wczorajszych ciuchach, głodna, a do tego nie miała najmniejszej ochoty na użeranie się z tym ślizgonem! Dodatkowo irytował  ją fakt, że niema wcale pojęcia co działo się w nocy! Co, jeśli przesp…

Nie! Na pewno nie! – syknęła w myślach, starając się o tym nie myśleć.

- No ale tam był Potter!- powiedział, tak jakby to wyjaśniało jego dziwne zachowanie.

- I? Powinieneś się leczyć Zabini!

- Ech – westchnął, przejeżdżając dłonią po lekkim zaroście, mimo że eliksir zniwelował bolesne skutki picia alkoholu, to Blaise nadal był zamroczony i powoli składał myśli. A może on po prostu już tak miał? Draco i Teodor pewnie by się z tym zgodzili.

Może oni są w otwartym związku?- pomyślał- Nie, to niemożliwe, Wiewióra nigdy by się na to nie zgodziła. To dlaczego on nie zareagował?

- Dlaczego Potter nie zareagował jak cię wyniosłem?

- A dlaczego miałby ZAREAGOWAĆ?- prychnęła, dobitnie podkreślając ostatni wyraz.

- No bo przecież jesteście razem-  Blaise nadal nic nie rozumiał, ale musiał się dowiedzieć, o co chodzi! Największa plotkara Hogwartu musi wiedzieć wszystko o wszystkich. Ot co, taka niepisana zasada.

- Nie jesteśmy- powiedziała, wzruszając ramionami. Na jej twarzy nie malował się smutek czy rozgoryczenie. Oboje wiedzieli, że był to dobry wybór.

- Ale przecież normalnie gadacie!- rzucił oskarżenie chłopak.

- Merlinie! Co cię to interesuje? – westchnęła- Chodźmy już do tego dormitorium.


Droga przez piętra do lochów, polegała na niekiedy bezczelnych pytaniach Blaise’a i zdawkowych odpowiedziach Ginny, która była już na skraju wytrzymałości i gdyby tylko miała różdżkę rzuciłaby na niego upiorogracka. Różdżka, tak… kolejny problem. Za nic nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ją ostatnim razem używała, a tym bardziej gdzie ją zostawiła.

Ginny nagle stanęła przed obrazem strzegącym wejścia do pokoju wspólnego wychowanków domy Salazara Slytherina, na jej twarzy malowało się przerażenie.
Blaise spojrzał na nią nieodgadnionym spojrzeniem, a jego prawa  brew podjechała ku górze.

- Ja tam nie wejdę- pisnęła cicho.

- Co?- znów nic nie rozumiał. Co z nią jest nie tak? Wszystkie dziewczyny, z jakimi miał przyjemność, a może nieprzyjemność się użera…spotykać od razu wyżalały mu się, że wiedział o nich wszystko, mimo iż nierzadko znali się nie więcej niż półgodziny. Ona była inna. Od zawsze go intrygowała. Taka samodzielna, wyhartowana, piękna, a do tego zna się na Quidithu. W ogóle jej nie rozumiał, najpierw ta gierka z Potterem, no czemu udawali, że są razem. Hm.. ciekawe kto zerwał…
Jego przemyślenia przerwał pewny głos gryfonki.

- Ja tam nie wejdę. Ślizgoni mnie zamordują- powiedziała poważnie.

- Już tam byłaś- stwierdził, uśmiechając się kpiąco, wyobrażając sobie dzisiejszy poranek. Dlaczego nie pamiętał nocy?! Był pewien, że rudowłosa spuści głowę, a jej policzki pokryją się rumieńcem.

- Rano. Nikt mnie nie widział.- wciąż patrzała hardo w jego brązowe oczy.

- I w nocy- powiedział uwodzicielsko, na co ona wywróciła oczami i prychnęła, plecami oparła się o przeciwległą ścianę i wzrokiem pokazała mu, że to odpowiedni czas, żeby się zmył i poszukał różdżek.

- Taka Gryfonka, taka odważna, a jednak się boi.- mruknął niby do siebie, jednak doskonale wiedział, że ona to usłyszy. O to chodziło. Wiedział, że teraz nie odmówi. Może to było nieczyste zagranie, ale do cholery był Ślizgonem! Który w dodatku nie miał najmniejszej ochoty sam przeszukiwać pokoju, jeśli mógł skorzystać z pomocy i towarzystwa tak uwielbianej dziewczyny.

- Chodźmy!- warknęła, odbijając się od ściany i podchodząc do obrazu.-hasło!

Blaise chciał się spierać, że nie może powiedzieć hasła przy wychowance domu Gryffindora, jednak nie chciał jej już bardziej wkurzać. Mimo wszystko nie powstrzymał się od skomentowania w myślach jej postawy. Była taka urocza, gdy się denerwowała! Jak pięciolatka w dwóch kucykach, której właśnie kolega zabrał zabawkę.

-  Slytherin- powiedział, a obraz odsunął się, ukazując przejście do pokoju wspólnego domu węża.

- Nie powiem, oryginalnie – prychnęła Ginny, szczerze rozbawiona.

Młody Zabini spojrzał na nią wzrokiem bazyliszka, na co ona 
wywróciła oczami.

Pokój wspólny Ślizgonów  na szczęście był pusty; skąpany w barwach zieleni, czerni i srebrze.  Był duży, większy od tego w wieży Gryffindoru, jednak wyposażenie niewiele się różniło. Zielone kanapy, wygodne fotele, kominek, komoda i biblioteczka, która była najmniej używana przez mieszkańców. Nie zabrakło również czarnych jak heban stolików, a jedna ze ścian, która była szklana, przedstawiała wnętrze jeziora, z różnymi wodnymi stworami, przepływającymi od czasu do czasu. Pokój był gustowny i mający bardzo dużo wolnego miejsca.

Pewnie na imprezy- pomyślała Ginny.

Zabawy Ślizgonów uważane były za najlepsze, wśród uczniów Hogwartu od wieków. Dobry alkohol, świetna muzyka. Niestety wejście  było tylko dla zaproszonych uczniów, więc bardzo rzadko brali w nich udział wychowankowie innych domów niż Slytherin.

Dormitorium, w  którym się obudzili, było wielkie, z trzema dwuosobowymi łóżkami, szafkami nocnymi i szafami. Nie różniło się od pokojów w Gryffindorze; jedyną różnicą była barwa. Dormitorium, tak jak pokój wspólny skąpane było w szmaragdzie. Widać, było, że pokój nie jest zamieszkany, bo mimo iż łóżka były zaścielone ciemnozieloną pościelą, to nigdzie nie było widać rzeczy osobistych mieszkańców.

- Zaczynajmy- mruknęła Ginny. Blaise nic sobie z tego nie robiąc, rzucił się na łóżko, obserwując z zainteresowaniem towarzyszkę. Dopiero po kolejnej sprzeczce tej dwójki; rzucaniu się poduszkami i wszystkim, co było pod ręką, zaczęli poszukiwania. Chłopak, nie brał na poważnie zniknięcia magicznych atrybutów, nie teraz, gdy Voldemorta już nie ma. Dla niego skończył się czas niepokoju, kiedy to zawsze musiał mieć przy sobie czarodziejski patyk, gdyż mimo że był po „złej” stronie, to w każdej chwili mógł stracić życie. Nie miał pojęcia, że za niedługo sytuacja może się powtórzyć.



***


Minęły trzy minuty, odkąd pokój wspólny prefektów naczelnych opustoszał. Panująca cisza była strasznie niezręczna zarówno dla Hermiony jak i Draco, a czas dłużył się im niemiłosiernie.
W końcu dziewczyna, przypominając sobie, dlaczego po raz kolejny została sama ze ślizgonem, wstała i zaczęła rozglądać się za różdżką, lecz nie widząc żadnej reakcji ze strony chłopaka, odezwała się.

- Zacznijmy może od sypialń, a potem tutaj. W porządku?

- Nie będę słuchać szlamy!- warknął, jednak posłusznie wstał i ruszył do swojego dormitorium.

- I tyle by było w kwestii przepraszania!- krzyknęła za nim. Nie przejęła się tym, znaczy było jej przykro, że mimo tego jak bardzo stara się, żeby nie być postrzegana gorzej od innych, to zawsze znajdzie się ktoś taki, kto wypomni jej krew, w tak podłym określeniu. Może to dziwne, ale przyzwyczaiła się do tego, że Malfoy zawsze będzie arogancki, cyniczny i że zawsze będzie uważał siebie za lepszego, dlatego też nie wzięła na poważnie tych przeprosin, gdyż nie chciała się rozczarować i znów przez niego płakać, lecz mimo tych wszystkich zapewnień, że ją to nie zabolało, miała malutką nadzieję, że może się z nim nie przyjaźnić, ale przynajmniej tolerować. Och, jak bardzo się myliła.

Odpychając od siebie coraz to boleśniejsze myśli, zabrała się za poszukiwania.



                                                                      ```````


- Ale jestem głupi- mruknął do siebie blond włosy chłopak, kiedy drzwi od jego sypialni się za nim zamknęły. Dlaczego ją przezwał ? A no dlatego, że tak wypadało. Był zirytowany tym, że znów musi przebywać z nią, kiedy ona wie, że jest słaby. Bo ją przeprosił. Malfoy nienawidził być od kogoś zależny, a to, oczywiście według niego, wiązało się z powiedzeniem słowa przepraszam.

- Tak będzie lepiej- powiedział cicho.

Nie będzie, wiesz o tym, będziesz taki jak ojciec, bezwzględny i zimny- odezwała się podświadomość chłopaka.


Będzie! to jest szlama! One nie mają prawa żyć, bo są gorsze od nas, czysto krwistych!- odezwał się drugi głos, tak strasznie podobny do Malfoya seniora, który aktualnie przebywał w Azkabanie.


Draco pokręcił jedynie głową i wziął się za szukanie różdżki. Mimo że nigdy by się do tego nie przyznał, to było mu tak jakby lżej, gdy wiedział, że Hermiona Granger w jakimś stopniu mu wybaczyła to  jakim był dupkiem..  Mimo  że nie była dla niego ani grama ważniejsza, cóż, kolejna czarownica w magicznym świecie, to w jego sercu, zapaliła się mała lampka nadziei ,że będzie mógł żyć w przyszłości, jak każdy inny, bez strasznego poczucia winy. Tak, bo arystokrata Draco Malfoy, miał wyrzuty sumienia, choć nigdy się z tym nie zgadzał. Mimo iż chłopak nie posiadał na swoim koncie największego grzechu jakim jest zabicie człowieka, to i tak, w bliskiej przeszłości, dopuszczał się karygodnych czynów, nigdy nie z własnej woli. Wtedy właśnie myślał, że stracił człowieczeństwo, że był tylko maszyną w rękach innych, bo nikt mu nie uświadomił, że sumienie sprawia, że nie jest potworem, a człowiekiem, który ma serce.  

- Że też się musiała dzisiaj zawieruszyć- pomyślał, zerkając pod łóżko.



***


 - Poczekaj!- krzyknęła Pansy w stronę czarnowłosego mężczyzny, który szedł kilkanaście kroków przed nią , jednak nie zmieniła tempa kroku, aby go dogonić. Przecież nie będzie uganiać się za GRYFONEM!

Harry przystanął i powoli zwrócił się do dziewczyny.

- Czego chcesz Parkinson!?- był naprawdę zdenerwowany!

- Skoro byłam wczoraj z tobą, to moja różdżka pewnie jest gdzieś koło twojej! Inteligencie!- warknęła.

- Tak na pewno! Ktoś ją ukradł! Może to byłaś ty co?- Harry tracił już cierpliwość. Od czasu, gdy odzyskał swoją własną różdżkę* nie rozstawał się z nią na krok, spał z nią pod poduszką i zawsze miał ją obok siebie. Sytuacja, która się wydarzyła, wprawiła go w prawdziwe zaniepokojenie.

- Oczywiście- prychnęła z przekąsem- po co ty się tak spinasz, zaraz je znajdziemy, a i tak nie ma żadnego niebezpieczeństwa.

- Nie wiesz, o czym mówisz!- warknął i zaczął kontynuować drogę.

- Jego już nie ma Potter- krzyknęła za nim dziewczyna.

- Tu nie chodzi o niego! Co, jeśli to ma coś związanego z atakiem?- wykrzyknął, jednak po chwili zrozumiał, co takiego powiedział, coś, co miało zostać w tajemnicy, aby naprawić swój błąd mruknął- nieważne.

- Czekaj!- Pansy teraz już pobiegła z wybrańcem- Skąd ty wiesz o ataku na tę dziewczynę?

Przecież Draco mówił wyraźnie, że tylko nasza czwórka o tym wie… no i Granger!

- A Ty? Skąd wiesz?!- zapytał głupio.

- CO? Ja nic nie wiem, ty przecież powiedziałeś teraz, że.- Jako że 
Pansy była ślizgonką, to kłamanie miała opanowane do perfekcji i prawie dorównywała w tym młodemu Malfoyowi, jednak świdrujący wzrok Pottera sprawił, że zaczęła się plątać i tonąć w zielonych tęczówkach.

Co ja robię!- uderzyła się mentalnie w policzek, odwróciła głowę i już miała ruszyć, by być z dala od tego piekielnego wybawcy świata, kiedy on złapał ją za ramię.

- Wiesz o ataku z września, na pierwszoklasistkę?- zapytał 
niepewnie, nie wiedział, czy może jej ufać, bądź co bądź nie dała mu do tego żadnych powodów, a tym bardziej to ona chciała wydać go Voldemortowi. Jednak Harry doskonale zdawał sobie sprawę, że wojna się skończyła, a tym samym ludzie się zmienili. Doskonałym przykładem byli Malfoyowie; bynajmniej ci, którzy cieszyli się wolnością. Narcyza Malfoy i jej syn, przeprosili Harrego i podziękowali za wstawiennictwo w ministerstwie, dzięki czemu uniknęli Azkabanu. Czarnowłosy chłopak, dość często spotykał się z kobietą podczas odwiedzin u Teddy’ego w domu jego babci. Z Draco, mimo że przyjaciółmi nie są, to tolerują się, i gdy trzeba potrafią się dogadać, jak to było na zajęciach eliksirów. Za to Ron, zmienił się na gorsze, gdyż zaczął wyrażać dość głęboką niechęć do innych domów, a i zaczął czerpać dużą przyjemność, z powodu tego iż przyczynił się do uratowania świata. Był niemiły, wredny dla innych, w szczególności dla Ślizgonów, a tłumaczenia, że wojna się skończyła, na niego nie działały. Jednak  nadal pozostawał rudym przyjacielem Harrego i Hermiony.


Pansy podejrzliwie patrzyła na Pottera, nie wiedziała co zrobić, a w takiej sytuacji była może raz w życiu,  Mogła skłamać, że nic nie wie i odejść, albo przyznać się i wypytać go o wszystko, może sprawa w końcu ruszyłaby do przodu. Jeśli chciała uratować siebie i przyjaciół, wybór był prosty.

Westchnęła.

- Puść mnie!- krzyknęła, wyrywając rękę- nic nie wiem, tyle, co od Draco i to, że ten ktoś jest jakimś świrem.

- Od Malfoya? On też wie?- Gdy dowiedzieli się o ataku, zaczęli podejrzewać wszystkich byłych śmierciożerców, szczególnie Ron był przekonany, że zrobił to młody Ślizgon. Jak skoro był na..-patrol.

- Właśnie, tobie wszystko Granger wypaplała? Zaskakujące- mruknęła.

- Kto o tym jeszcze wie?- zapytał, puszczając jej wypowiedź koło uszu.

- Dlaczego mam odpowiedzieć?

- Dlatego, że widzę, że nie tylko mi zależy na rozwiązaniu tej sprawy- powiedział z przekąsem, patrząc prosto w jej piękne, niebieskie oczy. Przejrzał ją, zainteresowanie jakie wykazała, jak i wzdrygnięcie się gdy mówiła o niedoszłym mordercy dziewczynki, mówiło samo za siebie. Pansy chce się dowiedzie, kto za tym stoi.

- Ja, Draco, Blaise, Teo- syknęła.

- Zabini i Nott?!- wrzasnął.

No nie!- pomyślał.

- Nie drzyj się! Tak, ci sami- warknęła.
Harry zaczął się zastanawiać. Aby dowiedzieć się coś więcej o tej klątwie, potrzebny jest mroczny znak, który ma Malfoy. Jeśli połączą siły…

- Potrzebuję twojej pomocy- nie wiedział, dlaczego to zrobił, przecież mogła cały czas kłamać, lub co gorsza, być z tym powiązana, jednak  wybraniec posłuchał serca, z głęboką nadzieją, że nie będzie tego żałował.

- Co?- zapytała niezbyt inteligentnie Pansy. Zaraz, zaraz, czy Harry- Zawsze- Uratuję- Świat- Potter prosił ją o pomoc? JĄ?

Harry opowiedział  jej wszystko, co wiedział, no prawie wszystko. Przedstawił sprawę ogólnie.

- Więc, potrzebny nam Malfoy, a szczególnie jego ręka.
Pansy zaniemówiła, jest szansa przerwać to wszystko; napady na śmierciożerców, którzy w ostatniej chwili zmienili strony, dziesiątki morderstw, o których prorok milczy, strach o swoich bliskich…

- W porządku, pomogę ci.

Teraz tylko namówić chłopaków do współpracy- pomyślała.


Teraz tylko namówić Rona, Ginny i Hermionę do współpracy- pomyślał.



*Chodzi o tą sytuację, gdy Harry naprawił swoją, złamaną różdżkę przy pomocy Czarnej Różdżki.

--------------------------------------------------------------------------------------

Witam! Powracam z rozdziałem, który mam nadzieję, że się podoba. Kto myślał, że między Draco i Mionką będzie już słodziutko? J Jeszcze nie teraz!
Do zobaczenia!