sobota, 16 września 2017

ROZDZIAŁ JEDENASTY

- Puść mnie!- krzyknęła po raz setny rudowłosa dziewczyna, waląc pięściami w zbudowane plecy czarnoskórego chłopaka.

- Jak sobie życzysz!- powiedział radośnie Blaise, odstawiając ją i  uśmiechając się do Ginny, na co ona prychnęła.

Znajdowali się na drugim piętrze. Zabini prowadził, a raczej niósł młodą Weasley do lochów, w poszukiwaniu różdżek. Dormitorium, w którym obudzili się dzisiejszego ranka, kiedyś  należało do Draco, Blaise’a i Teodora. Kiedyś, ponieważ teraz dwójka z nich została prefektami naczelnymi, co wiązało się z przeprowadzką na piąte piętro, a Teodor zamieszkał z innymi ślizgonami z roku. Teraz pomieszczenie było puste.  Młody Nott był kapitanem drużyny Slytherinu, dlatego też nie był prefektem domu. Mimo że to on był „szefem”, to cała trójka wybierała zawodników, omawiała taktyki i trenowała kolegów z drużyny, w tym siebie. Taki był ich sposób na wygranie szkolnych rozgrywek Quiditcha w tym roku.

- No w końcu!- warknęła, poprawiając bluzkę.

Co on sobie myśli! Pieprzony ślizgon! Ja nie jestem lalką! Co by było, gdyby ktoś nas zobaczył. Głupek!- wyklinała w myślach.

Blaise Zabini z zainteresowaniem przyglądał się swojej towarzyszce. Wcale nie był pewien, że dzisiejszy dzień znów spędzi z Rudowłosą. Prędzej spodziewał się połamanego nosa i paru siniaków. W końcu zadał pytanie, które nurtowało go od czasu, gdy chwycił dziewczynę w swe ramiona. A co, jak co, Ślizgoni cierpliwi nie byli.

- Dlaczego tu jesteś?- zapytał nie zbyt inteligentnie, nie zwracając uwagi na mruczenie dziewczyny. Blaise nie należał do osób zbyt rozgarniętych, jednak był lojalny, przyjacielski i miał ogromne poczucie humoru.

- Bo mnie tu przyniosłeś kretynie?- odpowiedziała pytaniem na pytanie. Była zmęczona, we wczorajszych ciuchach, głodna, a do tego nie miała najmniejszej ochoty na użeranie się z tym ślizgonem! Dodatkowo irytował  ją fakt, że niema wcale pojęcia co działo się w nocy! Co, jeśli przesp…

Nie! Na pewno nie! – syknęła w myślach, starając się o tym nie myśleć.

- No ale tam był Potter!- powiedział, tak jakby to wyjaśniało jego dziwne zachowanie.

- I? Powinieneś się leczyć Zabini!

- Ech – westchnął, przejeżdżając dłonią po lekkim zaroście, mimo że eliksir zniwelował bolesne skutki picia alkoholu, to Blaise nadal był zamroczony i powoli składał myśli. A może on po prostu już tak miał? Draco i Teodor pewnie by się z tym zgodzili.

Może oni są w otwartym związku?- pomyślał- Nie, to niemożliwe, Wiewióra nigdy by się na to nie zgodziła. To dlaczego on nie zareagował?

- Dlaczego Potter nie zareagował jak cię wyniosłem?

- A dlaczego miałby ZAREAGOWAĆ?- prychnęła, dobitnie podkreślając ostatni wyraz.

- No bo przecież jesteście razem-  Blaise nadal nic nie rozumiał, ale musiał się dowiedzieć, o co chodzi! Największa plotkara Hogwartu musi wiedzieć wszystko o wszystkich. Ot co, taka niepisana zasada.

- Nie jesteśmy- powiedziała, wzruszając ramionami. Na jej twarzy nie malował się smutek czy rozgoryczenie. Oboje wiedzieli, że był to dobry wybór.

- Ale przecież normalnie gadacie!- rzucił oskarżenie chłopak.

- Merlinie! Co cię to interesuje? – westchnęła- Chodźmy już do tego dormitorium.


Droga przez piętra do lochów, polegała na niekiedy bezczelnych pytaniach Blaise’a i zdawkowych odpowiedziach Ginny, która była już na skraju wytrzymałości i gdyby tylko miała różdżkę rzuciłaby na niego upiorogracka. Różdżka, tak… kolejny problem. Za nic nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ją ostatnim razem używała, a tym bardziej gdzie ją zostawiła.

Ginny nagle stanęła przed obrazem strzegącym wejścia do pokoju wspólnego wychowanków domy Salazara Slytherina, na jej twarzy malowało się przerażenie.
Blaise spojrzał na nią nieodgadnionym spojrzeniem, a jego prawa  brew podjechała ku górze.

- Ja tam nie wejdę- pisnęła cicho.

- Co?- znów nic nie rozumiał. Co z nią jest nie tak? Wszystkie dziewczyny, z jakimi miał przyjemność, a może nieprzyjemność się użera…spotykać od razu wyżalały mu się, że wiedział o nich wszystko, mimo iż nierzadko znali się nie więcej niż półgodziny. Ona była inna. Od zawsze go intrygowała. Taka samodzielna, wyhartowana, piękna, a do tego zna się na Quidithu. W ogóle jej nie rozumiał, najpierw ta gierka z Potterem, no czemu udawali, że są razem. Hm.. ciekawe kto zerwał…
Jego przemyślenia przerwał pewny głos gryfonki.

- Ja tam nie wejdę. Ślizgoni mnie zamordują- powiedziała poważnie.

- Już tam byłaś- stwierdził, uśmiechając się kpiąco, wyobrażając sobie dzisiejszy poranek. Dlaczego nie pamiętał nocy?! Był pewien, że rudowłosa spuści głowę, a jej policzki pokryją się rumieńcem.

- Rano. Nikt mnie nie widział.- wciąż patrzała hardo w jego brązowe oczy.

- I w nocy- powiedział uwodzicielsko, na co ona wywróciła oczami i prychnęła, plecami oparła się o przeciwległą ścianę i wzrokiem pokazała mu, że to odpowiedni czas, żeby się zmył i poszukał różdżek.

- Taka Gryfonka, taka odważna, a jednak się boi.- mruknął niby do siebie, jednak doskonale wiedział, że ona to usłyszy. O to chodziło. Wiedział, że teraz nie odmówi. Może to było nieczyste zagranie, ale do cholery był Ślizgonem! Który w dodatku nie miał najmniejszej ochoty sam przeszukiwać pokoju, jeśli mógł skorzystać z pomocy i towarzystwa tak uwielbianej dziewczyny.

- Chodźmy!- warknęła, odbijając się od ściany i podchodząc do obrazu.-hasło!

Blaise chciał się spierać, że nie może powiedzieć hasła przy wychowance domu Gryffindora, jednak nie chciał jej już bardziej wkurzać. Mimo wszystko nie powstrzymał się od skomentowania w myślach jej postawy. Była taka urocza, gdy się denerwowała! Jak pięciolatka w dwóch kucykach, której właśnie kolega zabrał zabawkę.

-  Slytherin- powiedział, a obraz odsunął się, ukazując przejście do pokoju wspólnego domu węża.

- Nie powiem, oryginalnie – prychnęła Ginny, szczerze rozbawiona.

Młody Zabini spojrzał na nią wzrokiem bazyliszka, na co ona 
wywróciła oczami.

Pokój wspólny Ślizgonów  na szczęście był pusty; skąpany w barwach zieleni, czerni i srebrze.  Był duży, większy od tego w wieży Gryffindoru, jednak wyposażenie niewiele się różniło. Zielone kanapy, wygodne fotele, kominek, komoda i biblioteczka, która była najmniej używana przez mieszkańców. Nie zabrakło również czarnych jak heban stolików, a jedna ze ścian, która była szklana, przedstawiała wnętrze jeziora, z różnymi wodnymi stworami, przepływającymi od czasu do czasu. Pokój był gustowny i mający bardzo dużo wolnego miejsca.

Pewnie na imprezy- pomyślała Ginny.

Zabawy Ślizgonów uważane były za najlepsze, wśród uczniów Hogwartu od wieków. Dobry alkohol, świetna muzyka. Niestety wejście  było tylko dla zaproszonych uczniów, więc bardzo rzadko brali w nich udział wychowankowie innych domów niż Slytherin.

Dormitorium, w  którym się obudzili, było wielkie, z trzema dwuosobowymi łóżkami, szafkami nocnymi i szafami. Nie różniło się od pokojów w Gryffindorze; jedyną różnicą była barwa. Dormitorium, tak jak pokój wspólny skąpane było w szmaragdzie. Widać, było, że pokój nie jest zamieszkany, bo mimo iż łóżka były zaścielone ciemnozieloną pościelą, to nigdzie nie było widać rzeczy osobistych mieszkańców.

- Zaczynajmy- mruknęła Ginny. Blaise nic sobie z tego nie robiąc, rzucił się na łóżko, obserwując z zainteresowaniem towarzyszkę. Dopiero po kolejnej sprzeczce tej dwójki; rzucaniu się poduszkami i wszystkim, co było pod ręką, zaczęli poszukiwania. Chłopak, nie brał na poważnie zniknięcia magicznych atrybutów, nie teraz, gdy Voldemorta już nie ma. Dla niego skończył się czas niepokoju, kiedy to zawsze musiał mieć przy sobie czarodziejski patyk, gdyż mimo że był po „złej” stronie, to w każdej chwili mógł stracić życie. Nie miał pojęcia, że za niedługo sytuacja może się powtórzyć.



***


Minęły trzy minuty, odkąd pokój wspólny prefektów naczelnych opustoszał. Panująca cisza była strasznie niezręczna zarówno dla Hermiony jak i Draco, a czas dłużył się im niemiłosiernie.
W końcu dziewczyna, przypominając sobie, dlaczego po raz kolejny została sama ze ślizgonem, wstała i zaczęła rozglądać się za różdżką, lecz nie widząc żadnej reakcji ze strony chłopaka, odezwała się.

- Zacznijmy może od sypialń, a potem tutaj. W porządku?

- Nie będę słuchać szlamy!- warknął, jednak posłusznie wstał i ruszył do swojego dormitorium.

- I tyle by było w kwestii przepraszania!- krzyknęła za nim. Nie przejęła się tym, znaczy było jej przykro, że mimo tego jak bardzo stara się, żeby nie być postrzegana gorzej od innych, to zawsze znajdzie się ktoś taki, kto wypomni jej krew, w tak podłym określeniu. Może to dziwne, ale przyzwyczaiła się do tego, że Malfoy zawsze będzie arogancki, cyniczny i że zawsze będzie uważał siebie za lepszego, dlatego też nie wzięła na poważnie tych przeprosin, gdyż nie chciała się rozczarować i znów przez niego płakać, lecz mimo tych wszystkich zapewnień, że ją to nie zabolało, miała malutką nadzieję, że może się z nim nie przyjaźnić, ale przynajmniej tolerować. Och, jak bardzo się myliła.

Odpychając od siebie coraz to boleśniejsze myśli, zabrała się za poszukiwania.



                                                                      ```````


- Ale jestem głupi- mruknął do siebie blond włosy chłopak, kiedy drzwi od jego sypialni się za nim zamknęły. Dlaczego ją przezwał ? A no dlatego, że tak wypadało. Był zirytowany tym, że znów musi przebywać z nią, kiedy ona wie, że jest słaby. Bo ją przeprosił. Malfoy nienawidził być od kogoś zależny, a to, oczywiście według niego, wiązało się z powiedzeniem słowa przepraszam.

- Tak będzie lepiej- powiedział cicho.

Nie będzie, wiesz o tym, będziesz taki jak ojciec, bezwzględny i zimny- odezwała się podświadomość chłopaka.


Będzie! to jest szlama! One nie mają prawa żyć, bo są gorsze od nas, czysto krwistych!- odezwał się drugi głos, tak strasznie podobny do Malfoya seniora, który aktualnie przebywał w Azkabanie.


Draco pokręcił jedynie głową i wziął się za szukanie różdżki. Mimo że nigdy by się do tego nie przyznał, to było mu tak jakby lżej, gdy wiedział, że Hermiona Granger w jakimś stopniu mu wybaczyła to  jakim był dupkiem..  Mimo  że nie była dla niego ani grama ważniejsza, cóż, kolejna czarownica w magicznym świecie, to w jego sercu, zapaliła się mała lampka nadziei ,że będzie mógł żyć w przyszłości, jak każdy inny, bez strasznego poczucia winy. Tak, bo arystokrata Draco Malfoy, miał wyrzuty sumienia, choć nigdy się z tym nie zgadzał. Mimo iż chłopak nie posiadał na swoim koncie największego grzechu jakim jest zabicie człowieka, to i tak, w bliskiej przeszłości, dopuszczał się karygodnych czynów, nigdy nie z własnej woli. Wtedy właśnie myślał, że stracił człowieczeństwo, że był tylko maszyną w rękach innych, bo nikt mu nie uświadomił, że sumienie sprawia, że nie jest potworem, a człowiekiem, który ma serce.  

- Że też się musiała dzisiaj zawieruszyć- pomyślał, zerkając pod łóżko.



***


 - Poczekaj!- krzyknęła Pansy w stronę czarnowłosego mężczyzny, który szedł kilkanaście kroków przed nią , jednak nie zmieniła tempa kroku, aby go dogonić. Przecież nie będzie uganiać się za GRYFONEM!

Harry przystanął i powoli zwrócił się do dziewczyny.

- Czego chcesz Parkinson!?- był naprawdę zdenerwowany!

- Skoro byłam wczoraj z tobą, to moja różdżka pewnie jest gdzieś koło twojej! Inteligencie!- warknęła.

- Tak na pewno! Ktoś ją ukradł! Może to byłaś ty co?- Harry tracił już cierpliwość. Od czasu, gdy odzyskał swoją własną różdżkę* nie rozstawał się z nią na krok, spał z nią pod poduszką i zawsze miał ją obok siebie. Sytuacja, która się wydarzyła, wprawiła go w prawdziwe zaniepokojenie.

- Oczywiście- prychnęła z przekąsem- po co ty się tak spinasz, zaraz je znajdziemy, a i tak nie ma żadnego niebezpieczeństwa.

- Nie wiesz, o czym mówisz!- warknął i zaczął kontynuować drogę.

- Jego już nie ma Potter- krzyknęła za nim dziewczyna.

- Tu nie chodzi o niego! Co, jeśli to ma coś związanego z atakiem?- wykrzyknął, jednak po chwili zrozumiał, co takiego powiedział, coś, co miało zostać w tajemnicy, aby naprawić swój błąd mruknął- nieważne.

- Czekaj!- Pansy teraz już pobiegła z wybrańcem- Skąd ty wiesz o ataku na tę dziewczynę?

Przecież Draco mówił wyraźnie, że tylko nasza czwórka o tym wie… no i Granger!

- A Ty? Skąd wiesz?!- zapytał głupio.

- CO? Ja nic nie wiem, ty przecież powiedziałeś teraz, że.- Jako że 
Pansy była ślizgonką, to kłamanie miała opanowane do perfekcji i prawie dorównywała w tym młodemu Malfoyowi, jednak świdrujący wzrok Pottera sprawił, że zaczęła się plątać i tonąć w zielonych tęczówkach.

Co ja robię!- uderzyła się mentalnie w policzek, odwróciła głowę i już miała ruszyć, by być z dala od tego piekielnego wybawcy świata, kiedy on złapał ją za ramię.

- Wiesz o ataku z września, na pierwszoklasistkę?- zapytał 
niepewnie, nie wiedział, czy może jej ufać, bądź co bądź nie dała mu do tego żadnych powodów, a tym bardziej to ona chciała wydać go Voldemortowi. Jednak Harry doskonale zdawał sobie sprawę, że wojna się skończyła, a tym samym ludzie się zmienili. Doskonałym przykładem byli Malfoyowie; bynajmniej ci, którzy cieszyli się wolnością. Narcyza Malfoy i jej syn, przeprosili Harrego i podziękowali za wstawiennictwo w ministerstwie, dzięki czemu uniknęli Azkabanu. Czarnowłosy chłopak, dość często spotykał się z kobietą podczas odwiedzin u Teddy’ego w domu jego babci. Z Draco, mimo że przyjaciółmi nie są, to tolerują się, i gdy trzeba potrafią się dogadać, jak to było na zajęciach eliksirów. Za to Ron, zmienił się na gorsze, gdyż zaczął wyrażać dość głęboką niechęć do innych domów, a i zaczął czerpać dużą przyjemność, z powodu tego iż przyczynił się do uratowania świata. Był niemiły, wredny dla innych, w szczególności dla Ślizgonów, a tłumaczenia, że wojna się skończyła, na niego nie działały. Jednak  nadal pozostawał rudym przyjacielem Harrego i Hermiony.


Pansy podejrzliwie patrzyła na Pottera, nie wiedziała co zrobić, a w takiej sytuacji była może raz w życiu,  Mogła skłamać, że nic nie wie i odejść, albo przyznać się i wypytać go o wszystko, może sprawa w końcu ruszyłaby do przodu. Jeśli chciała uratować siebie i przyjaciół, wybór był prosty.

Westchnęła.

- Puść mnie!- krzyknęła, wyrywając rękę- nic nie wiem, tyle, co od Draco i to, że ten ktoś jest jakimś świrem.

- Od Malfoya? On też wie?- Gdy dowiedzieli się o ataku, zaczęli podejrzewać wszystkich byłych śmierciożerców, szczególnie Ron był przekonany, że zrobił to młody Ślizgon. Jak skoro był na..-patrol.

- Właśnie, tobie wszystko Granger wypaplała? Zaskakujące- mruknęła.

- Kto o tym jeszcze wie?- zapytał, puszczając jej wypowiedź koło uszu.

- Dlaczego mam odpowiedzieć?

- Dlatego, że widzę, że nie tylko mi zależy na rozwiązaniu tej sprawy- powiedział z przekąsem, patrząc prosto w jej piękne, niebieskie oczy. Przejrzał ją, zainteresowanie jakie wykazała, jak i wzdrygnięcie się gdy mówiła o niedoszłym mordercy dziewczynki, mówiło samo za siebie. Pansy chce się dowiedzie, kto za tym stoi.

- Ja, Draco, Blaise, Teo- syknęła.

- Zabini i Nott?!- wrzasnął.

No nie!- pomyślał.

- Nie drzyj się! Tak, ci sami- warknęła.
Harry zaczął się zastanawiać. Aby dowiedzieć się coś więcej o tej klątwie, potrzebny jest mroczny znak, który ma Malfoy. Jeśli połączą siły…

- Potrzebuję twojej pomocy- nie wiedział, dlaczego to zrobił, przecież mogła cały czas kłamać, lub co gorsza, być z tym powiązana, jednak  wybraniec posłuchał serca, z głęboką nadzieją, że nie będzie tego żałował.

- Co?- zapytała niezbyt inteligentnie Pansy. Zaraz, zaraz, czy Harry- Zawsze- Uratuję- Świat- Potter prosił ją o pomoc? JĄ?

Harry opowiedział  jej wszystko, co wiedział, no prawie wszystko. Przedstawił sprawę ogólnie.

- Więc, potrzebny nam Malfoy, a szczególnie jego ręka.
Pansy zaniemówiła, jest szansa przerwać to wszystko; napady na śmierciożerców, którzy w ostatniej chwili zmienili strony, dziesiątki morderstw, o których prorok milczy, strach o swoich bliskich…

- W porządku, pomogę ci.

Teraz tylko namówić chłopaków do współpracy- pomyślała.


Teraz tylko namówić Rona, Ginny i Hermionę do współpracy- pomyślał.



*Chodzi o tą sytuację, gdy Harry naprawił swoją, złamaną różdżkę przy pomocy Czarnej Różdżki.

--------------------------------------------------------------------------------------

Witam! Powracam z rozdziałem, który mam nadzieję, że się podoba. Kto myślał, że między Draco i Mionką będzie już słodziutko? J Jeszcze nie teraz!
Do zobaczenia!