Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 sierpnia 2017

ROZDZIAŁ TRZECI




Nie wiedział ile siedział obecny ciałem ale nie duchem, widział tylko jak co jakiś czas świadkowie podchodzili do miejsca, w którym byli przesłuchiwani, gdy w końcu usłyszał

-Dracon Lucjusz Malfoy zgodnie z większością tu zebranych zostaje… UNIEWINNIONY

Teraz wszystko działo się z prędkością światła, zaklęcie, którym był związany zostało zdjęte, a w jego stronę biegli najbliżsi.

-Co? – powiedział sam do siebie, był zdezorientowany
-Draco! – krzyknęła Narcyza, rzucając się w ramiona chłopaka i przytulając go tak mocno, że się zachwiał

Zaraz w swoich ramionach miał wszystkich przyjaciół. Nikt z nich nie przejmował się tym, że arystokratą takie zachowanie nie przystaje. Byli szczęśliwi. Matka odzyskała syna, przyjaciele, przyjaciela, a Draco wolność i szansę na nowe życie
.
-Wiedziałam, wiedziałam, że się uda – szepnęła mu do ucha Pansy
-Witaj na wolności Smoku – zachichotał Teodor
-To co wy na szklaneczkę Ognistej Whisky? – zagadnął Blaise, na co wszyscy wybuchli śmiechem
-Ja jestem za-odpowiedział Teo. Draco i Pansy kiwnęli tylko głową, na znak ,że się zgadzają
-To do zobaczenia Draco – powiedziała Narcyza i zrobiła coś, czego nigdy nie robiła, pocałowała syna w policzek, po czym odeszła
-Dobrze, to gdzie idziemy? – zapytała Pansy, która zauważyła zdziwienie i zdezorientowanie swojego przyjaciela
-Jak najdalej stąd- odezwał się w końcu młody Malfoy idąc w stronę wyjścia

***

Draco, Pansy, Teodor i Blaise znali się już od dziecięcych lat, jednak wtedy nie przyjaźnili się, ba nawet nie kolegowali. Byli tylko maskotkami swoich rodziców, którzy chcieli wychować ich na godnych przedstawicieli rodów . Najgorszą sytuację miał Draco, ponieważ jego ojciec był bardzo rygorystyczny i starał się z chłopaka uczynić maszynę bez grama uczuć.  Narcyza nie miała nic do powiedzenia w kwestii wychowania syna, to i tak po kryjomu uczyła go człowieczeństwa. Pansy, Teodor i Blaise, też mieli ciężko, ale zawsze ktoś uczył ich miłości i dobroci, nie ważne czy to była matka, babcia czy sąsiadka, ktoś był.
Ich przyjaźń zaczęła kiełkować dopiero w czwartej klasie, gdy Czarny Pan powrócił, a w szóstej i siódmej , byli już nie rozłączni i wzajemnie, na tyle ile potrafili pomagali sobie w tych ciężkich czasach.
Tego dnia, gdy Dracon Malfoy dostał drugą szansę,  zrozumiał, że ma najlepszych przyjaciół pod słońcem i może na nich liczyć niezależnie od wszystkiego.

***

17.07.1998

Minęły dwa miesiące. Hermiona Granger , Harry Potter i Ginny Weasley na dobre pogodzili się ze śmiercią tak bliskich im ludzi. Nie zapomnieli o nich, co to, to nie. Ale nauczyli się żyć ze świadomością, że ich już nie ma. Ron, nadal z nikim nie rozmawiał. Był zamknięty w sobie, a wszelkie próby rozmowy z nim kończyły się kłótnią. George, z pomocą swojej dziewczyny Angeliny Johnson wychodził powoli na prostą. Percy, wpadł w wir pracy. Charlie i Bill starali się powrócić do normalności. Rodzice Rudej, też zaczęli żyć; zrozumieli, że mają jeszcze szóstkę dzieci, które ich potrzebują, a to wszystko uświadomiła im Ginny

WSPOMNIENIE

Był bardzo upalny dzień. Ginny siedziała w kuchni w towarzystwie mamy, która nie zwracała na nią uwagi. W domu przebywała tylko ta dwójka. Ojciec dziewczyny, był w garażu, gdzie zamykał się przed światem, George i Percy w pracy, a Harry, Ron i Hermiona w Hogwarcie, gdzie kończyli odbudowę zamku i okolicy. Wiewióra dzisiejszego dnia została w domu, ponieważ bardzo źle się czuła; kręciło jej się w głowie, miała mroczki przed oczami i mimo naprawdę wysokiej temperatury powietrza  było jej okropnie zimno. Dziewczyna nie znała się na eliksirach i nie potrafiła dobrać odpowiedniego do swoich objawów z domowej apteczki. Gdy poprosiła o pomoc matkę, ta nie podniosła nawet wzroku z rodzinnego albumu, który  w tej chwili oglądała, a ojciec zbył ją tekstem, że zaraz jej przejdzie, a on jest bardzo zajęty i żeby nie zawracała mu głowy. W końcu Ginny zrobiło się słabo, a przed oczami pociemniało.
Dziewczyna obudziła się na czymś bardzo miękkim. Nie pamiętała jak się tu dostała, przecież była w kuchni. Ginny postanowiła otworzyć oczy, jednak zdało to się na nic, gdyż panująca jasność tak ją oślepiła, że one zaraz same się zamknęły. Dopiero po trzeciej próbie przyzwyczaiła się do światła i spostrzegła, że jest w Szpitalu Świętego Munga. Znajdowała się w podobnej sali, w której parę lat temu przebywał jej ojciec. Było to duże, prostokątne, bardzo czyste pomieszczenie. Ściany jak i podłoga były nieskazitelnie białe, a łóżka niewielkie, jednoosobowe miały błękitną pościel. W Sali stały trzy takie łóżka, dwa z nich były puste, a jedno zajmowała rudowłosa dziewczyna – Ginny.
Gdy w Wiewiórka była zajęta oglądaniem wnętrza pomieszczenia, w którym się znajdowała, jedyne białe drzwi w tej sali, które zlewały się ze ścianą, otworzyły się. Do łóżka Ginny podeszła cała zapłakana Molly.
-Boże, córeczko, jak dobrze że się obudziłaś idę zawołać uzdrowicieli –powiedziała kobieta, delikatnie głaskając dłoń Ginewry
-Nie, mamo, zostań. Co się właściwie stało?- zapytała dziewczyna
-Ginny, ty zemdlałaś przez bardzo wysoką gorączkę –zaszlochała- ja, jja, to wszszystko moja wwina, ja przepraszam, przepraszam cię kochanie. Ja nie wiem co ja sobie myślałam, przez moją głupotę –Molly przerwała i zaniosła się płaczem- toobie mogło się, się coś stać. Wybacz mi córeczko, wybacz
Ruda była zaszokowana, wszystko co powiedziała jej mama dochodziło do niej bardzo pomału. Wysoka gorączka? Zemdlała? Gdy przetrawiła informację, zapytała:
-Mamo, gdzie jest tata?
-Ttata?, na korytarzu, nie mogliśmy wejść we dwoje.

KONIEC WSPOMNIENIA

Od tamtego dnia relacje rodziców z dziećmi się zmieniły. W domu o wiele więcej się rozmawiało, a czasem na twarzach Molly, czy Artura widniały szczere uśmiechy, które pojawiały się coraz częściej. Wszystko zmierzało w bardzo dobrym kierunku.

-Wstawaj, wstawaj! – krzyknęła Ginny wskakując na Hermionę, która jeszcze przed chwilą słodko spała
-C-co? , złaź ze mnie i daj mi spać! – zaperzyła się brunetka, jednocześnie chowając twarz w poduszkę i zrzucając koleżankę
Sama tego chciałaś – pomyślała Ginewra  wstając z podłogi i chwytając za magiczny patyk
 -Aguamenti – z Różdżki rudowłosej wydobył się strumień wody, który wylądował na szyi śpiącej dziewczyny
-Aaaaaa! – Hermiona Granger zerwała się z łóżka jak oparzona, jej włosy i plecy były całe mokre
-No w końcu! – powiedziała Ruda , siadając na skraju łóżka i wyszczerzając do niej zęby. Herm, nie zależała do śpiochów, którzy przesypialiby pół dnia, jednak zegar wskazywał dopiero szóstą rano i dziewczyna chciała trochę pospać
-Coś ty narobiła! Jestem cała mokr…- nie dokończyła gdyż jej wywód, który trwał by pewnie z piętnaście minut  przerwała przyjaciółka
-Mamy listy z Hogwartu- wykrzyknęła
-Co?- zapytała, niezbyt inteligentnie Hermiona, siadając naprzeciwko dziewczyny
-Ach, ma-my li-sty z Ho-gwa-rtu –powiedziała bardzo powoli  zirytowana Ruda – Trzymaj! – krzyknęła rzucając jej pożółkłą kopertę z herbem Hogwartu

Dziewczyna złapała ją jak najcenniejszy skarb,  i zaczęła się wpatrywać pochyłe pismo.

Pani H. Granger
Pokój na pierwszym piętrze
Nora

Hermiona nie czekała już dużej i rozerwała papier z której wyleciały dwa pergaminy i plakietka Prefekta naczelnego. Zaczęła czytać.



-Wracam do Hogwartu! – wykrzyknęła, rzucając się na łóżko na którym siedziała Ginny wpatrująć się jak spetryfikowana w coś co trzymała w dłoniach
-Yy,tak, tak – powiedziała odwracając wzrok i natrafiającna czekoladowe oczy przyjaciółki- Harry i Ron też wracają, a ja dokończam szkołę.
-To znaczy…Będziemy razem w klasie – krzyknęła Hermiona tak głośno, że Ginny zatkała uszy
-Hermi.. – zaczeła cicho rudowłosa podając jej plakietkę, którą trzymała w dłoniach – jestem prefektem naczelnym – szepnęła, spuszczając wzrok na podłogę
-O ja cie! To wspaniale! Ja też jestem prefektem naczelnym – powiedziała brązowowłosa, ze szczerą radością i całując Ginewrę w policzek
-C-c-co? Przecież nie może być dwóch naczelnych z jednego domu
-Kiedyś nie mogło tak być, ale może profesor Flitwick zmienił zasady! – zagadnęła Hermiona
-To co teraz robimy? –zapytała Ginny,której humor wyraźnie się poprawił
-Jak to co? Trzeba iść na Pokątną, żeby wszystko kupić i zacząć się uczyć! Przecież w tym roku zdajemy OWUTEMY- krzyknęła, zrywając się z łóżka i pędząc do łazienki. Hermiona Jean Granger była już we własnym świecie.


 ~~~~


W tym samym czasie dwójka nastolatków została brutalnie zbudzona przez natrętnie stukającą sowę w okno. Blaise i Draco od półtora miesiąca mieszkają razem, w nowym mieszkaniu na ulicy Pokątnej.
 Zabini wyprowadził się z domu, kiedy zamieszkał tam kolejny narzeczony matki ,którym była zainteresowana tylko dlatego, że miał dużo pieniędzy. Młody Malfoy i Narcyza opuścili Malfoy Manor, który stał się dla nich niebezpieczny, gdyż Lucjusz, pan tego domu, narzucił na niego różnorakie,czarno magiczne czary, dzięki którym nikt niepowołany tam nie wejdzie, a  jego syn i żona powoli tracili by uczucia i zmysły. Kobieta zamieszkała ze swoją siostrą Andromedą, z którą się pogodziła i z jej wnukiem Teddy’m.

Dom, w którym zamieszkali młodzi mężczyźni, był średniej wielkości. Czerwony dach i cegły tego samego koloru dodawały mu charakteru. Ogródek był ogromny, a trawnik równo przystrzyżony. Budynek dzielił się na dwa piętra.
Na pierwszym piętrze, znajdował się przestronny salon, kuchnia, jadalnia oraz łazienka; wszystko zachowane w ciemnych, ciepłych barwach i gustownie umeblowane.
Drugie piętro składało się przede wszystkim z sypialń dla gości, których bogato zdobionych było trzy, trzech łazienek oraz bardzo dużego basenu z ciepłą wodą. Blaise i Draco mieli osobne pokoje, każdy przystrojony na własny gust.
Po wystroju domu, widać było, że ich właściciele nie należą do najbiedniejszych. Mieszkanie, było całkowitym przeciwieństwem domów rodzinnych Malfoya i Zabiniego. Ich rodzice stawiali, na wygląd posiadłości, wszystko musiało być najdroższe i pełne przepychu. Młodzi ludzie, nie oszczędzali na wystroju, jednak pragnęli stworzyć dom, w którym czuliby się dobrze, co im się udało.

-Otworz to okno- warknął zaspany Dracon do współlokatora
-Sam sobie je otwórz –odpowiedział, chowając głowę pod poduszkę

Malfoy bardzo niechętnie zwlekł się z łóżka, gdy przez kolejne pół godziny sowa nie odlatywała. Był strasznie zmęczony i bolała go głowa. Wczoraj razem z Blaisem siedział do drugiej nad ranem, wypijając trzy butelki Ognistej Whisky i sześć piw kremowych. Draco i Diabeł spali na sporych rozmiarów kanapie w salonie, gdzie usnęli po tym jak ostatni alkohol się skończył. Smok miał okropnego kaca. Otworzył okno, przez, które wleciały dwie sowy, rozwiązał koperty i stanął jak  wryty.

Nie, ja już mam jakieś omamy- pomyślał Smok, rzucając listy na parapet.

Wstał i bardzo powoli, aby nie ryzykować jeszcze większym bólem głowy poszedł do kuchni, gdzie trzymali eliksir na kaca. Otworzył szafkę nad zlewem,wyjął dwie fiolki z niebieskim płynem, opróżnił zawartość jednej z nich, poczuł przyjemne ciepło w przełyku i od razu poczuł się lepiej. Skutki spożycia takiej ilości alkoholu zniknęły. Draco wrócił do salonu. Drugą buteleczkę z eliksirem postawił na stole, a sam udał się do swojego pokoju, rzucając się na wygodne posłanie. Nie wiedział kiedy zasnął.

Obudził się w południe, Blaise już krzątał się po kuchni. Wziął prysznic, ubrał się i zeszedł na dół do swojego przyjaciela. Usiadł. nalał sobie kawy i zaczął czytać Proroka Codziennego.

-Smoku. Mi się śniło, czy jakaś sowa się do nas dobijała rano?
-Co? A no tak, czekaj –wyciągnął różdżkę i przywołał listy- Trzymaj – powiedział i wrócił do czytania gazety
-Ty! To z Hogwartu! – krzyknął Zabini
-Ta jasne, nie wytrzeźwiałeś jeszcze Diable – powiedział spokojnie Smok
-Co?, nie ,nie,nie. Słuchaj : „został Pan dopuszczony do powtórzenia siódmej klasy w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie”
-Żartujesz? Weź to pokaż – Młody Malfoy wziął list zaadresowany do siebie i zaczął czytać, z każdym wyrazem jego twarz wyrażała coraz większe zdziwienie.
-Wracamy do Hogwartu! – krzyknął Blaise, wykonując przy tym kocie ruchy






----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć kochani:D
No i jak mi idzie? Zdradzę, że w następnym rozdziale zaczyna się HOGWART!
Zapraszam do zakładki bohaterowie! Oraz do komentowania!
Do zobaczenia!!

sobota, 29 lipca 2017

ROZDZIAŁ DRUGI



Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.
Stanisław Jerzy Lec






17.05.1998r

Harry Potter siedział na schodach prowadzących do Nory i patrzył na wschodzące słońce. Było bardzo wcześnie i chłodno, ale mu to nie przeszkadzało. Lubił wsłuchiwać się w śpiew ptaków i obserwować jak wiatr wprowadza w ruch rośliny, to pomagało mu się skupić. Kochał to miejsce, był to jego drugi dom zaraz po Hogwarcie. Harry Potter wychowywał się u ciotki i wujka, ale wspomnienia z tego okresu nie należą do dobrych i beztroskich. Był zaniedbywany i wykorzystywany. Przez jedenaście lat nie wiedział o tym, że jest czarodziejem i to bardzo sławnym. Gdy pierwszy raz znalazł się w szkole, zakochał się w tym miejscu. Poznał tam prawdziwych przyjaciół, przeżył niesamowite i niebezpieczne historie. Ta szkoła ukształtowała jego charakter. Harry cieszył się, że odnowa jego „domu” szła bardzo dobrze. Jednak w tej chwili myśli młodego mężczyzny krążyły wokół przesłuchania w ministerstwie w sprawie śmierciożerstwa Dracona Malfoy’a. Człowieka, którego od pierwszej klasy nie lubił, ba nienawidził i to ze wzajemnością. Harry wiedział, że dzisiejszy dzień zadecyduje o przyszłości Dracona.

Zamyślony Potter nie usłyszał jak otwierają się drzwi domu, a obok niego siada najlepsza przyjaciółka.

-Masz, Harry- powiedziała Hermiona podając mu kubek z gorącą czekoladą.

-Dziękuje- odpowiedział, delikatnie się uśmiechając

Siedzieli przez półgodziny w zupełnej ciszy, ale nie czuli się przez to źle. Cieszyli się swoją obecnością, patrząc na gumochłony.

-Cześć , możemy pogadać? – powiedziała Ginny, która pojawiła się tak nagle, że przyjaciele aż podskoczyli

-Tak, jasne – odpowiedzieli razem

-Czemu już nie śpisz? – zapytał Harry

-Nie mogłam spać, ale mniejsza o to, to jest dla mnie bardzo ważne, wysłuchacie mnie do końca?- powiedziała bardzo poważnie Ruda, na co reszta pokiwała tylko pewnie głową, a na ich twarzach malowało się zaniepokojenie- Rozmawiałam już o tym z Ronem, a raczej próbowałam rozmawiać, ale on nie chciał tego słuchać. Mam już dość. Jestem roztrzęsiona stratą wszystkich ,Freda, Lupina czy Tonks. Ale ja nie chce już tak żyć. Straciłam brata, ale nie chcę patrzeć jak my się od siebie oddalamy – przerwała na chwilę i starła łzy, które popłynęły jej po policzkach, Hermiona również płakała- Wiem, że oni by tego nie chcieli. Ja nie przeżyje bez was. Znów chce zacząć żyć, nie zapominając o poległych, ale jeśli mnie zostawicie ja sobie nie poradzę. Rozumiecie? –wykrzyczała zanosząc się płaczem

Herm od razu rzuciła się w ramiona najlepszej przyjaciółki.

-Nie stracisz, nigdy tylko nie zmykaj się przed nami więcej, obiecaj, że od dziś będziemy już sobie o wszystkim mówić - wyszeptała, patrząc Wiewiórce w oczy

- Obiecuję- powiedziała, wtulając się w Hermione jeszcze mocniej- obiecuję

Harry słysząc wyznanie byłej dziewczyny stanął jak wryty, nie wiedział co powiedzieć, ani co zrobić dopiero po chwili podszedł do nich i przytulił tak jakby to miał być ostatni raz. Wiedział, że od teraz już wszystko się zmieni. Gdy się oderwali, chłopak przebrał się i teleportował do ministerstwa, a dziewczyny płakały w ramiona i rozmawiały o swoim cierpieniu i bólu, ciesząc się wzajemną obecnością.



Draco Malfoy został teleportowany do ministerstwa w asyście dwudziestu aurorów. Śmiał się z tych środków ostrożności, bo niby co miałby zrobił przeciwko rosłym mężczyznom jeśli był bez różdżki, a ręce miał zawiązane za plecami przez magiczne sznury?
Chłopak, pogodził się z tym, że resztę życia spędzi w Azkabanie, nie chciał robić sobie złudnych nadziei, bał się rozczarowania chodź nie dopuszczał do siebie tej myśl, że on arystokrata czegokolwiek się bał.
Do przesłuchania zostało trzydzieści minut. Draco został zaprowadzony do Sali Rozpraw Numer 10. W tym samym pomieszczeniu dwa lata wcześniej siedział Harry Potter, który został wezwany w sprawie nielegalnego użycia czarów w obecności mugola. Chłopak rozejrzał się. Nigdy wcześniej tu nie był. Była to duża sala w kształcie kwadratu. W centrum pomieszczenia stało krzesło – to miejsce dla przesłuchiwanego. Naprzeciwko stał szeroki i długi stół z miejscami- jak wywnioskował Draco - dla oskarżycieli. Wokoło wznosiły się ławki, które pomieściłyby około dwustu osób. Ściany z wyglądu przypominały te co w Azkabanie. Pomieszczenie było dobrze oświetlone, ale temperatura nie należała do najwyższych. Dla Malfoya nie stanowiło to problemu. W szkole mieszkał w lochach, a dwa tygodnie w celi też dobrze go zahartowały. Chłopak był przyzwyczajony do zimna. Aurorzy posadzili go w wyznaczonym miejscu, a sami zajęli miejsca za jego plecami. Teraz wystarczyło tylko czekać, aż przybędą wszyscy. Teraz, Draco myślał tylko o tym, że zaraz zobaczy przyjaciół, którzy jak się dowiedział, są wolni i pragną mu pomóc.

Nie wiedział ile tak siedział. Stracił poczucie czasu, gdy nagle drzwi, którym wszedł otwarły się z hukiem. Do Sali zaczęli wchodzić różni ludzie, których Dracon nie znał, ale pojawiały się też znajome twarze, jak nauczyciele z Hogwartu czy pracownicy ministerstwa, których kojarzył z widzenia. Było ich tak dużo, że na oko wszystkie miejsca wokoło niego zostały zajęte. Tą paradę zamknęli: Narcyza Malfoy, Blaise Zabini, Pansy Parkinson, Teodor Nott- którzy posłali mu delikatne uśmiechy i kiwnęli głową- Harry Potter, Percy Weasley oraz sam minister magii - Kingsley Shacklebolt

Kiedy wszyscy zajęli miejsca, minister magii, który siedział naprzeciwko Draco, obok Weasley’a i jakiegoś starszego mężczyzny przemówił.
-Witam wszystkich- przerwał i rozejrzał się po Sali- Zebraliśmy się tu w sprawie Dracona Lucjusza Malfoy’a który jest oskarżony o czynne popieranie tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać oraz o przynależność do śmierciożerców czyli zwolenników wcześniej wspomnianego. Oskarżyciel, Barry Graves –tu spojrzał na starszego mężczyznę po swojej lewej stronie – Protokolant, Percy Weasley, prowadzący rozprawę Kingsley Shacklebolt. A więc zaczynajmy –powiedział minister i po raz pierwszy spojrzał na chłopaka. Głos zabrał Graves:

- Dracone Lucjuszu Malfoy’u stajesz przed całym Wizengamotem. Odpowiedz czy przyznajesz się do popierania Sam Wiesz Kogo?

-Nie- odpowiedział cicho pytany, było to jego pierwsze wypowiedziane słowo po dwóch tygodniach. wtedy po sali przeszedł pomruk szeptów

-Ach, tak, oczywiście- zagadnął uśmiechając się złośliwie.- A czy przyznajesz, że byłeś w szeregach śmierciożerców?- zapytał mężczyzna

-Tak,ale… - nie dokończył, gdyż przerwał mu oskarżyciel

-A więc wszystko jasne! Oskarżony! – krzyknął ucieszony

-Nie tak szybko Barry – skarcił go minister- Zapraszamy pierwszego świadka, panią Narcyzę Malfoy

Lecz Draco już nie słuchał. Utknął we własnych myślach, był niemal pewien, że to już koniec. Pragnął tylko wyjść z tej Sali, nie ważne było już czy do domu, czy celi. Pochłaniał wzrokiem swoich przyjaciół i matkę, chciał zapamiętać najdokładniej ich twarze. Przypominał sobie wszystkie wspólne przygody, rozmowy czy kłótnie. Nie wiedział ile siedział obecny ciałem ale nie duchem, widział tylko jak co jakiś czas świadkowie podchodzili do miejsca, w którym byli przesłuchiwani, gdy w końcu usłyszał

-Dracon Lucjusz Malfoy zgodnie z większością tu zebranych zostaje…

piątek, 28 lipca 2017

ROZDZIAŁ PIERWSZY


Możemy uleczyć się z cierpienia tylko przeżywając je do końca.
Marcel Proust




***

Ludzie, którzy przeżyli jakąkolwiek wojnę bądź bitwę nigdy już nie będą tacy sami. Za to inni, którzy tylko o tym czytali bądź oglądali filmy nigdy nie zrozumieją zachowania i uczyć tych drugich. Każdy, kto na własne oczy zobaczył jak kruche jest życie, a wyjdzie z tego cało, będzie pragnąć żyć pełnią życia, a nie tylko istnieć, co nie znaczy, że w jednej chwili zmieni swe postępowanie, bo do tego potrzeba czasu.

***

Dwa tygodnie później…


Hermiona Granger leżała w swoim pokoju w Norze, który dzieliła z najlepszą przyjaciółką Ginny Weasley. Mieszkała teraz u Weasley'ów gdyż, nie miała gdzie się podziać. Nie posiadała wystarczająco galeonów aby kupić  mieszkanie, a nie mogła ruszyć w podróż do Australii w poszukiwaniu rodziców, którym wymazała pamięć. W trakcie jednej z wizyt w Hogwarcie, jej ulubiona nauczycielka, a zarazem członkini Zakonu Feniksa, który nadal istniał poprosiła ją, aby powstrzymała się przez jakiś czas w trosce o bezpieczeństwo swoje i rodziców. Na wolności pozostawała jeszcze mała część zwolenników Voldemorta.



 Od bitwy, każdego dnia wstawała wcześnie rano, szykowała się, a następnie z Harry’m, Ginny i Ron’em  teleportowała do Hogsmeade, a stamtąd szła do Hogwartu. Reszta rodziny Weasley’ów przebywa wtedy w pracy lub miała inne zajęcia przez co nie mogła im towarzyszyć. Od wczesnych godzin porannych do późnej nocy około siedemdziesięciu czarodziejów wspólnie odnawiało  Szkołę Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
Hermiona Granger kręciła się niespokojnie po łóżku, aby nagle z głuchym krzykiem zerwać się z posłania . Automatycznie usta zatkała ręką , aby nie zbudzić Ginny. Gdy się trochę uspokoiła spojrzała na zegar stojący na szafce nocnej . Była piąta rano.

Znów to samo, już nie usnę- pomyślała Hermiona

Od równych dwóch tygodni każdego dnia w taki sposób się budziła, śnił jej się Voldemort i wszystkie ofiary bitwy. Hermiona wiedziała, że nie tylko ona ma tak ciężkie noce. Ginny krzyczała przez sen, Harry miał ogromne cienie pod oczami, a Ron ciągle ziewał. Ale dzięki możliwości pomocy w odnowie szkoły, za dnia nie pozwalała dopuszczać do siebie wspomnień. W nocy niestety nad tym nie panowała, dlatego co dzień bała się zasnąć.

Dziewczyna wzięła ciuchy, które przygotowała na dzisiejszy dzień i po cichu, aby nie zbudzić Ginny poszła do łazienki. Gdy spojrzała w lustro, nie poznała siebie. Nie mogła się przyzwyczaić do tego jak wygląda. Jej długie, lśniące, kasztanowe włosy, teraz matowe, przekrwione oczy straciły swój blask, Hermiona była blada i bardzo schudła, a sińce pod oczami upodabniały ją do trupa. To wszystko było spowodowane złym odżywianiem i brakiem snu.

-Wyglądam okropnie- powiedziała sama do siebie i weszła pod prysznic, mając nadzieje, że chłodna woda rozbudzi ją i choć trochę poprawi wygląd.


W tym samym czasie, kiedy Hermiona Granger brała kąpiel, setki kilometrów od niej budził się jej odwieczny wróg, Draco Malfoy.
Malfoy przebywał w Azkabanie. Mimo iż cel nie chroniły już dementorzy to mała klitka mająca nie wiele ponad sześć metrów kwadratowych nie należała do najwygodniejszych. No bo kto chciałby przebywać w ciemnym pokoju z malutkim oknem na którym są kraty, a ściany są wilgotne i brudne? Nikt, a na pewno nie arystokrata.

Draco Malfoy leżał na łóżku znajdującym się pod ścianą z oknem. W pomieszczeniu znajdowało się tylko wspomniane łóżko i prowizoryczna łazienka składająca się z umywalki i ubikacji. Podłoga, jak i ściany wykonane zostały z zimnych kamieni.

Siedemnastoletni mężczyzna całe dnie spędzał leżąc, lub siedząc na łóżku. Od dwóch tygodni do nikogo się nie odezwał, a lada dzień czekało go przesłuchanie w ministerstwie, które przesądzi czy chłopak wyjdzie na wolność i będzie mógł normalnie żyć.
Draco wstał z łóżka, obmył twarz i ponownie usiadł na zatęchłym posłaniu.

-Jutro się wszystko okaże – pomyślał i znów położył się na łóżku zamykając oczy.


Hermiona Granger po wysuszeniu się różdżką, nałożeniu delikatnego makijażu, który z marnym skutkiem zakrył wory pod oczami i ubraniu się zeszła powoli do kuchni, chcąc napić się kawy.

Pomieszczenie nie zmieniło się w ogóle od czasu gdy była tu w dniu ślubu Fleur i Billa. Mimo wszystko Hermiona czuła, że już nigdy nie będzie emanowało takim ciepłem jak rok temu. Strata Freda odbiła się na wszystkich domownikach, a w szczególności na George’u i Molly. To już nie ci sami ludzie i Hermiona zdawała sobie z tego sprawę . Ona sama bardzo przejęła wydarzeniami z drugiego maja. Ciągle myślała o tym czy mogłaby zrobić coś, aby uratować choć jedno istnienie. Hermiona cały czas udawała przed przyjaciółmi, że daje rade i starała się podnieść ich na duchu, lecz gdy zostawała sama ściągała tę maskę, którą w ciągu dwóch tygodni nauczyła się zakładać.  Jedyną osobą, która wydawała się ją rozumieć był Harry Potter, jej najlepszy przyjaciel. On sam bardzo cierpiał i ciągle miał ogromne wyrzuty sumienia, że przez niego zginęło tyle ludzi. Było to bzdurą, zadręczał się czymś, na co nie miał wpływu. Często wspólnie spędzali wieczory na rozmowie, która pomagała im oboje. Ron odsunął się od dziewczyny i przyjaciela, Ginny zamknęła się w sobie, a z Luną nie mieli żadnego kontaktu mimo iż Hermiona wysłała jej sowy.

W kuchni siedział Harry. Hermiona posłała mu grymas na kształt uśmiechu, nalała sobie kawy i usiadła obok niego.

-Pójdziemy się przejść? – zapytała Hermiona
-Tak , jasne. Accio kurtki- odpowiedział Harry. Mimo iż był środek maja to poranki w Wielkiej Brytani były bardzo chłodne.
Ubrali się , Harry wypił do końca kawę, a Hermiona odstawiła swoją nawet nietkniętą i po pięciu minutach szli już przez podwórko w stronę wzgórza. Oczy mieli na wpół przymknięte, gdyż wschodzące słońce bardzo raziło. Zapowiadał się ciepły dzień.
Szli w ciszy, gdy nagle Hermiona zapytała:
-Co jest między tobą a Ginny?
-Nic- westchnął Harry- znaczy my się tylko przyjaźnimy, doszliśmy do wniosku, że tak będzie lepiej na razie, a później zobaczymy, oboje nie mamy teraz głowy do związków wiec jest dobrze jak jest.
-Aa, tak myślałam, że nie jesteście już razem
-A dlaczego pytasz Herm?
-Tak po prostu. Wiesz… Ron się bardzo zmienił, zamknął w sobie i czuję, że nie mogę na nim polegać, zastanawiam się czy on mnie nadal kocha – powiedziała cicho Hermiona
-Kurczę, ja nie jestem dobry w takich tematach, przecież wiesz – powiedział puszczając oczko dziewczynie – ale myślę że Ron cie kocha, tylko pogubił się w tej sytuacji, może daj mu czas i to się samo jakoś rozwiąże.
-Tak zrobię, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy, nie chce ze mną rozmawiać, a do tego go przecież nie zmuszę, poczekam na niego.
Harry już nic nie odpowiedział i szli dalej przed siebie w ciszy, słuchając śpiewu ptaków. Dopiero gdy doszli na wzgórze Hermiona się odezwała:
-Harry, jest tak wcześnie, dlaczego już nie śpisz?
-Z tego powodu co ty- odpowiedział chłopak.
-Co? – zapytała niezbyt inteligentnie dziewczyna, na co wybraniec posłał jej tylko delikatny uśmiech więc ona ciągnęła dalej – skąd ty wiesz ?
-Widać po tobie…
-Wiem wyglądam okropnie- przerwała mu Hermiona
-To nie jest takie ważne Herm, w końcu zaczniesz się wysypiać i będziesz wyglądać o niebo lepiej ale do tego potrzeba czasu. Uwierz mi, wiem co mówie. A skąd wiem o tych koszmarach? Znam cię, nigdy wcześniej nie wstawałaś przed siódmą, jeśli nie było konkretnego powodu, no chyba, że musiałaś powtórzyć Historię Hogwartu- zachichotał Harry, za co dostał palcem w żebra.
-Auć! Za co?
-Historia Hogwartu jest bardzo ciekawa, powinieneś przeczytać!- zaperzyła się dziewczyna.
-Tak, na pewno, ale po co? Jeśli ty przeczytałaś ją z dziesięć razy – odpowiedział.
-Dwanaście- powiedziała cicho Hermiona.
-Co ? – zapytał zdziwiony chłopak.
-Historię Hogwartu przeczytałam dwanaście razy nie dziesięć- odpowiedziała Herm, po czym razem z Harry’m szczerze zaczęli się śmiać. A jak już zaczęli to nie umieli przestać i przez około piętnaście minut zanosili się śmiechem.
-Dzziękuję Hharry – powiedziała Hermiona, jednocześnie wycierając łzy, które poleciały jej od śmiechu i przytulając się do chłopaka.
-Do usług- parsknął wybraniec- to co wracamy? Trzeba coś zjeść.
-Tak,tak, chodźmy – odpowiedziała dziewczyna i szczerze się uśmiechnęła. Resztę drogi, a trochę jej było bo zdołali się dość oddalić od Nory, spędzili na luźnej rozmowie, omijając wielkim łukiem tematy bitwy. Gdy dochodzili już do domu, drogę zastawił im wściekły Ron.
-Gdzie wyście byli do cholery?! – wykrzyczał do nich rudzielec
-Ej, spokojnie Ron, byliśmy się przejść, o co ci chodzi?- zapytał Harry, szczerze nie rozumiejąc sytuacji
-A może o to że łazisz i podrywasz moją dziewczynę?- wysyczał wściekły chłopak
-Co?! – wykrzyknęli razem Hermiona i Harry
-Stary, co Ty gadasz, przecież my się tylko przyjaźnimy, gadaliśmy już o tym nie pamiętasz? – powiedział chłopiec-który-przeżył ignorując zaciekawione spojrzenie przyjaciółki- Hermiona jest dla mnie jak siostra! Opanuj się!
-Yyyy, eeee, prze- przeeprasszam – powiedział cicho Ron i zniknął za drzwiami do domu.
-Wszystko dobrze? – zapytał Harry Hermionę
-…Tak, tak, dziwne to było  – odpowiedziała
-No, dziwne, dobra, chodźmy jeść- powiedział chłopak i wspólnie weszli do kuchni, w której była Molly i Ginny


Cały dzień spędzili tak jak wszystkie poprzednie. Hogwart już coraz bardziej przypominał szkołę i pierwszego września miał zostać otwarty. Przyjaciele nie odzywali się do siebie, gdyż każdy był pochłonięty przez swoje myśli. Hermiona myślała, co zrobić, aby Ron z nią porozmawiał i się przed nią otworzył. Harry stresował się jutrzejszą wizytą w ministerstwie, mimo, że był świadkiem nie przepadał za tym miejscem. Ron myślał o awanturze jaką zrobił przyjaciołom, było mu głupio, a Ginny chciała, żeby wszystko wróciło do normy.